JAK ZROBIĆ Z BIRMY FILIPINY

Geneza wyjazdu wcale nie była taka jak każdego innego, nie był on oczywisty i w ogóle nie miało go być. A przynajmniej tego kierunku. Nie żebym nie chciała ujrzeć pięknych 7000 filipińskich wysp, nie …ale ten wyjazd był organizowany z myślą o Birmie i Laosie.

Co się więc stało, że zamiast zwiedzać kolejne Pagody i biegać od świątyni do świątyni…leżeliśmy na białym piasku gdzieś na końcu świata?

Bilety główne były z Warszawy do ukochanego Bangkoku. Nigdy nie wymyśliłabym lotu na Filipiny przez Bangkok – drożej i dłużej. Trzeba być szalonym, albo nie mającym pojęcia o geografii. A ja przecież mapy studiuję codziennie i to nie za karę. Plan na Birmę i Laos  opracowany był w szczegółach. Hotele były zarezerwowane. Logistyka opracowana. Lista must see spakowana. Czekaliśmy tylko na loty wewnętrzne.

Jednak pewnego leniwego popołudnia, popijając bursztynowy napój wśród okolicznych beskidzkich gór wyrwało się z naszej piersi wyznanie.

 Wiesz…już zmęczona jestem chwilowo zwiedzaniem, starymi kamieniami i świątyniami… 

– Wiesz co? Ja na razie też…

– To co? Nie wiem, mamy bilet do Bangkoku to jesteśmy wolni!!!

Nigdy nie myślałam tak o wolności, ale coś w tym jest. To takie miejsce, z którego nawet do Australii mogę skoczyć. No i zaczęło się puszczanie wodzy fantazji. Chcemy odpocząć, ma być pięknie, ale różnorodnie i ciekawie. No i było! Wybór padł na Filipiny! Zgodnie z powiedzeniem Chińskim : Obyś żył w ciekawych czasach… czasami tej różnorodności i ciekawych przygód było za nadto.

Wystarczy spojrzeć na liczby:

10 lotów

12 miejsc noclegowych

25 dni

Niezliczona ilość transferów wewnętrznych przy pomocy samolotów, autobusów, taxi, kolejki, jeepneya, łodzi, promu, tuk-tuka tricyklem zwanego, vana, skutera, piechtonoga…no jeszcze tylko łodzi podwodnej brakowało.

Czy Filipiny są drogie? Według nas nie. Porównuję zawsze z wydatkami w kraju, nigdy z innymi miejscami na świecie. I oczywiście mogę odnieść się tylko do tego co sami wydawaliśmy. Drogo zawsze można. Myślę, że nam udało się na tak długi czas znaleźć równowagę cenową, choć z każdej atrakcji korzystaliśmy i wszędzie tam gdzie chcieliśmy być – byliśmy. Jednak w podróży mamy zasadę – nie oszczędzamy na sobie i zwiedzanych miejscach, ale nie przepłacamy.

– Za hotele podczas całego pobytu zapłaciliśmy na 2 osoby 4100zł ( tylko 2 noce bez śniadań ), Co przy tylu noclegach jest kwotą naprawdę przyzwoitą, bo to ok 90zł na osobę.

– Loty wewnętrzne – tu już wszystko zależy od promocji, nam udało się kupować od 60zł do 90zł.

– Jedzenie…no cóż, to też zależy. Zależy gdzie kto lubi i co kto lubi. My jesteśmy fanatykami street food, więc za 2 osoby za obiad płaciliśmy około 12zł, kolacje już droższe bo na owoce morza trzeba liczyć od 16zł do plus nieskończoności. Z wyżywieniem całodziennym zawsze mieściliśmy się w    60 do 100zł za dwie osoby z piwami. Ceny zależały od miejsca i ilości wypitego piwa. Tanio w Oslob, ale już w Panglao drożej. Rum tanio wszędzie.

  • – Ceny wycieczek będę podawała osobno, przy każdej z nich.

Czy podróżowanie po Filipinach jest trudne? Trudne nie jest, ale jest męczące i wymaga czasu, a co za tym idzie, albo dobrze ułożonego logistycznie planu (robimy to co w miarę  niedaleko siebie), albo cierpliwości i wytrwałości w przemieszczaniu z punktu A do punktu B. Nie wszędzie da się też przedostać bez powrotu do Manili, ale można to wówczas potraktować jako przerwę na jej zwiedzanie, a jest co. Oczywiście to wszystko zależy od tego, co lubimy i jakie mamy priorytety. My chcieliśmy zobaczyć wiele różnych miejsc, więc założyliśmy sobie, że przyjmujemy niedostatki transferów z dobrodziejstwem inwentarza i włączamy na luz.

Jacy są ludzie na Filipinach? Na FB, na jednej z grup, w której dominują Polacy mieszkający na Filipinach przeczytałam sporo zrażających opinii. Podobno w szkole uczą ich tylko tańczyć, klaskać i podskakiwać… Odrzuciłam to, myśląc sobie, że co innego mieszkać, a co innego podróżować, i że napewno przekonania ograniczające w niczym mi nie pomogą, a wręcz przeciwnie. I bardzo dobrze zrobiłam! Ludzie są fantastycznie pomocni, uczynni, zainteresowani tym, byś dotarł na miejsce, nie zostawią bez rady jesli jej poptrzebujesz. Uśmiechy, takie prawdziwe uśmiechy na każdym kroku – w metrze w Manili, w wioskach, na ulicy. Czułam się dzięki temu nie tylko pewnie i bezpiecznie, ale i szczęśliwie. Oczywiście muszę przyznać, że ich wyobraźnia, a raczej jej brak czasami mnie przerażał. Mam tu na myśli sytuacje związane z obsługą łodzi, organizacyjną stroną wyjazdów, z prowadzeniem aut…

Street Food na Filipinach? Jest! … i jest świeżo, smacznie, różnorodnie.

Oczywiście jeśli ktoś lubi uliczne jedzenie i nie ma oporów różnorakich. My uwielbiamy, więc już od pierwszego momentu tak jadaliśmy (ale oczywiście nie tylko tak, więc jakieś porównanie również mamy). Ale wracając do ulicznego jedzenia – dominują różne mięsa grilowane, warzywa, ryż.

Często jedliśmy gulasze mięsne i warzywne. Można śmiało zaglądać do licznych garnków wystawionych na ulicę i  odchyliwszy pokrywkę – podjąć decyzję -pachnie jak lubię czy nie? Zapach wszystko ci powie. Potrawy są gotowane rano i stoją w garach. Często są to zupki –  rosół z mięsem, bądź warzywne. Zawsze dodają kawałki mięsa: wieprzowiny lub kurczaka.. Dania mogą różnić się w zależności od miejsca, ale są dosyć podobne. Kosz to od 20 do 35peso za porcje. (1,60 do 2,80zl). Porcje są dosyć małe.

Przykładowe ceny jedzenia:

Jeden mały szaszłyk z wieprzowiną — 10PHP

Duży kawałek kurczaka — 80PHP

Miseczka ryżu — 7-10PHP

Potrawy z „garów” — 20-35PHP za porcję

Co jeszcze? No oczywiście ryby i owoce morza. Zajadaliśmy się małżami, krewetkami, ostrygami, a nawet jeżowcami. 

Często na ulicy kroją całą świnkę- lechon – dobra, no jak to świnka.

Do jednej tylko potrawy nie mogłam się przemóc – do szaszłyków z jelit kurzych. Brr…………..


  • A teraz trochę subiektywnie:
  • Musiałam sporo odczekać i poukładać sobie w głowie tę wyprawę. Była wymagająca. Długie transfery i ich mnogość. Ale myślę, że z czasem Filipiny zyskują. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć – Warto było! Powiem więcej – Pięknie było!

  • Jak wyglądał plan? Zanim wymienię punkty trasy, chce zwrócić uwagę, że wybierając się na Filipiny warto narzucić sobie 2 zasady: KEEP CALM i CARPE DIEM, a do tego trochę elastyczności w planowaniu i realizacji.

    Jak to osiągnąć? Przede wszystkim trzeba pamiętać, że to jest urlop. Mój urlop! I nic mi go nie ma prawa zepsuć. Wszystko się oczywiście  może zdarzyć. Choroby, czy inne poważne wypadki losowe na pewno mogą bardzo przeszkodzić w błogim podróżowaniu, jednak takie rzeczy jak opóźnienia samolotów, opieszałość mieszkańców (a my przecież mamy europejskie podejście do czasu i czegoś co się nazywa punktualnością), pogoda…to są takie elementy, na które choćbyśmy chcieli – nie mamy wpływu, zatem nie ma co się przejmować. A jeśli ma się bufor czasu i tu właśnie dochodzimy do owej elastyczności, to jest to możliwe i sprawi, że urlop będzie udany. Planując Filipiny świadomie nie zarezerwowaliśmy wszystkich noclegów. Większość tak, ale nie wszystkie. Robiliśmy to w trakcie. Zmienialiśmy miejsca w zależności od tego czy i jak nam się podobało, ale i sugerując się aurą. Dlatego podczas całego pobytu mieliśmy przepiękną pogodę, słońce i błękit nieba. Poza 2 tylko dniami – 1 dnia padało ( w Macatan, a tam wlaśnie chcieliśmy tylko leżeć na leżakach i opalać się  ), a drugi był taki dość pochmurny ( w Manilii ) Mogłabym zaśpiewać, że ten wyjazd był dla nas jak „iść, ciągle iść w stronę słońca”.

Trasa

1. 26.12.Wylot z Warszawy przez Dubaj i Hong Kong do Bangkoku. Nocleg w Bangkoku – Panini Residence
2. 27.12 Lot do Manili i transfer autobusem Star Five do Alaminos. Nocleg.
3. 28.12 Wypłynięcie do Parku Hundred Islands – 2 dni 1 noc.


4. 29.12 – 01.01 Manila. Zwiedzanie. Sylwester. Hotel Malayan Plaza

5. 01.01 – 04.01 Bohol. Nocleg w Hotelu Harmony. Panglao

Wycieczki na Balicasag Island, Virgin Island,

Wycieczka po Boholu – Wyraki, Czekoladowe Wzgórza,

Zip-Line,

Bambusowy most,

Jaskinia Hinagdanan

6. 04.01 – 06.01 Oslob – Wodospady,

Rekiny,

Sumilan Island.

Nocleg – Sascha’s Resort
7. 06.01 – 08.01 Macatan – lenistwo. Cordova Reef Hotel

8. 08.01 – 11.01 Palawan – Honda Bay.

1 noc Greenspace Palawan Hotel i 2 noce Microtel by Wyndham Puerto Princesa
9. 11.01 – 16.01 El Nido. Nocleg w Aqua Travel Lodge. Island Hoping Trip A C B, i szaleństwo na skuterze

10. 16.01 – wylot z Puerto Princesa do Manili i do Bangkoku
11. 17.01 – Bangkok
Koniec programu w skrócie, a teraz zapraszam do tych pięknych miejsc na dłużej…

 


100 z 7000 CZYLI HUNDRED ISLANDS BEZ PLANU
Marzec 19, 2017

Komentarze:

  1. Edzia taki świetny urlop, a Ty nie chcesz wracać na Filipiny ? Bo tak gdzieś czytałam 🙂 uf pogubiłam się w Twoich odczuciach….. 🙂

Dodaj komentarz