Azja,  Podróże,  Singapur

DZIELNICA MUZUŁMAŃSKA – TOTALNE ZASKOCZENIE

Dzielnica Muzułmańska jest tak barwna i artystyczna, że nie sposób się oprzeć wrażeniu, że teleportowaliśmy się do zupełnie innego świata. W każdej z dzielnic Singapuru znajdziemy doskonałe kuchnie lecz to tutaj Wojtek jadł smaczne ślimaczki i sławne putu piring. Ta dzielnica wygrała nasz rodzinny ranking.

Ostatnia z kulturowych dzielnic jaką odwiedziliśmy to dzielnica muzułmańska z imponującym meczetem, przepięknymi muralami i wieloma ciekawymi miejscami – ta dzielnica najbardziej nam się podobała.

Przyjechaliśmy tutaj autobusem i pierwsza rzecz jaka rzuciła nam się w oczy to ciekawy cmentarz. To może dziwne, ale bardzo lubię oglądać cmentarze w różnych miejscach na świecie. Sulawesi, Martynika, Meksyk… wszędzie są inne i można wiele się dowiedzieć o stosunku mieszkańców do pochówków, do zmarłych, o tradycjach i zwyczajach, o stosunku do śmierci i … do życia.

Po przekroczeniu granicy dzielnicy zaczęliśmy od miejsca, o którym wcale nie mieliśmy pojęcia – trafiliśmy do niego przypadkiem i bardzo się cieszyliśmy. Coś dla Wojtka – Click art museum.

Jedyne w Singapurze muzeum zabytkowych aparatów fotograficznych posiada dużą kolekcję nie tylko starych aparatów, ale także popularnych i rzadkich aparatów filmowych. W swojej kolekcji posiada replikę ogromnej kamery Mammoth Camera, 11-gramowy nowoczesny aparat, kamerę szpiegowską i wiele innych. Niestety to o czym napisałam powyżej  wiem wyłącznie z internetu ponieważ muzeum na ogół jest nieczynne. Tak było i tym razem, więc dane nam było tylko poszaleć przed nim. Ale i to było super zabawą. Zobaczcie co tam znaleźliśmy.

Uśmiechnięci wkraczamy do dzielnicy. Jesteśmy jej bardzo ciekawi. Nie wiemy czego się spodziewać, choć widzieliśmy kilka fotek.

Idziemy ulicą  Bussorach. Już widać pięknie górujący meczet. Ta ulica to bardzo ładny deptak z knajpką Kampong Glam Cafe. Niech słowo Cafe  nie zmyli – nie tylko kawę tutaj dostaniemy. Jedzenie jest wyborne i naprawdę niedrogie.

Kierujemy się do Meczetu Sułtana – został on tak nazwany na cześć sułtana Hussaina Shaha . W 1975 roku uznano go za pomnik narodowy. W 1819 roku sułtan Husajn podpisał umowę ze  Stamford Raffles zezwalając Brytyjczykom na założenie placówki handlowej na wyspie. Następnie Husajn poprosił o wybudowanie meczetu w pobliżu jego  istana (po malajsku „pałac”) w Kampong Glam. Raffles zgodził się i przekazał 3000 dolarów na budowę meczetu.

Najbardziej uderzającą cechą meczetu są dwie złote cebulowe kopuły nad fasadą wschodnią i zachodnią, zwieńczone półksiężycem i gwiazdą. Na każdym rogu meczetu znajdują się minarety ze schodami prowadzącymi do wież telefonicznych z balkonami.

Meczet angażuje się także w działalność charytatywną, taką jak dystrybucja żywności i zbiórki krwi, a także prowadzi programy społeczne, takie jak zapewnianie indonezyjskim pracownikom domowym możliwości studiowania Koranu i nauki języka angielskiego.

Spacer po ulicach tej dzielnicy był równie barwny jak ona sama. Mnóstwo knajpek, kolorowych sklepów, które wręcz przywoływały swoimi produktami.

Trafiamy na przewspaniałą ulicę – Subhan Street – uwielbiamy murale, więc tutaj czujemy się jak w sklepie z zabawkami. Co jedno dzieło to piękniejsze. Jest barwnie, kolorowo, jest wesoło i już wiemy, że ta dzielnica jest dla nas najpiękniejszą.

Równie ciekawa jest dla nas ulica Arabska – sklepy, sklepiki, sztuka uliczna – mam wrażenie, że odpadnie mi głowa – bo kręcę nią non stop by niczego nie przegapić.

Bawimy się obiektywem…

A teraz po pełnych radochy spacerach kolorowymi uliczkami musimy coś zjeść. Tutaj jest ogromny wybór knajpek, a w nich jedzenia. Wybieramy lokal, w którym są w menu również rzeczy nieoczywiste typu ślimaczki.

Na koniec trafiamy do kultowego miejsca, które widzieliśmy w telewizji i stąd wiemy, że można tam zjeść PUTU PIRING robione od lat przez jedną kobietę. Oczywiście dzisiaj nie ona jedna się tym zajmuje  – ma sztab pomocników.

Aby tam dotrzeć łapiemy autobus. Autobusy w Singapurze to zjawisko samo w sobie. Uwielbiam je. Siedząc na górze z przodu – ma się miasto na wyciągnięcie ręki. Jedzie się niczym w autobusie panoramicznym.

Najpierw przechodzimy przez Geylang Serai Market and Food Centre.

….ale naszym celem jest Putu Piring – to tutaj jemy sławne deser. Ale nie tylko. To miejsce to raj dla podniebienia. Jeśli ktoś narzeka na ceny singapurskie – to koniecznie tutaj powinien zawitać. Było pysznie. Miejsce ma świetny klimat i chociaż jest poza centrum to warto tutaj zawitać, zresztą nigdzie indziej nie zje się legendarnych putu piring.

Oto kobieta, która stworzyła te firmę, ten deser. Kobieta, która od dziecka ciężko ręcznie pracowała wytwarzając Putu. Wstawała o świcie i ścierała produkty na zwykłych tarkach… Dzisiaj deser jest taki sam…ale ta kobieta ma już imperium Putu. Wartoobejrzeć film o jej ciężkim życiu na Netlix

Najwspanialsza dzielnica, najładniejsza ze wszystkich – wiem, że większość turystów bywa w chińskiej i hinduskiej, pomijając muzułmańską i to błąd – dla nas najbardziej kolorowa, radosna, wesoła, smaczna i pełna pozytywnej energii. Jeśli kiedykolwiek pojawię się znowu w Singapurze – to z pewnością tutaj zawitam. To miejsce naj w naszym rankingu

komentarzy 6

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *