Azerbejdżan,  Azja

AZERBEJDŻAN – SZEKI I LAHIC – PRAWIE NA KRAŃCU ŚWIATA

Z czym kojarzy się Azerbejdżan? Na pewno z ropą, z „Przedwiośniem” i Szklanymi Domami…Mnie jeszcze będzie się kojarzył z owocami granatu, kontrastem pomiędzy Baku, a resztą kraju, z wulkanami błotnymi i najlepszą herbatą. Historia naszego dotarcia do tego kraju jest wyjątkowa. Podobno nic nie dzieje się bez powodu, zapraszam więc na nietypową opowieść

Uwielbiam niespodzianki

Nigdy nie planowaliśmy tego kraju. Pomysł narodził się zupełnie spontanicznie. W sierpniu 2015 spędzaliśmy urlop w Gruzji. Po przejechaniu całego fantastycznego kraju postanowiliśmy odpocząć w kurorcie – Batumi.  Co ma Gruzja wspólnego z Azerbejdżanem? Poza tym, że sąsiadują? Różna kultura, różny język, różny alfabet i religia, kuchnia….zwyczaje.

Ale było coś, co połączyło mi te dwa kraje : Spotkany chłopak z Azerbejdżanu, który zapraszał nas tak bardzo do swojego wspaniałego kraju, że gdy znaleźliśmy bilety w akceptowalnej cenie – powiedzieliśmy: Sprawdzam.

Skoro chłopak mówi – wpadajcie! To wpadamy. Uwielbiam samą siebie zaskakiwać –  decyzje rodzą się nagle, same, a może właśnie z czegoś…tym czymś w tym przypadku był przypadek.

To działamy! Bilety kupione…i nagle ZDZIWIENIE! A wizy?

Nasze dzieci umierają ze śmiechu –tak to w waszym stylu. Ciach-prach bilet jest, a co dalej? – nasi znajomi już się nawet nie dziwią, tylko czasami mówią -zaplanujcie czasem coś z głową. To nie zawsze takie łatwe, ale czy ma być łatwo? Nie. Ma być ciekawie. Plan jest zawsze spontaniczny, ale później właściwie dopracowywany.

Okazało się, że w internecie jest sporo dziwnych informacji na temat wiz…że trzeba mieć zaproszenie od kogoś, do kogo się jedzie lub …że hotel musi dać potwierdzenie rezerwacji. Trochę zamieszania, niepewności, telefonów do firm pośredniczących w wizach i wiemy wszystko: to bzdurki. Wizę kupuje się bez żadnych dodatkowych dokumentów. Prosto i szybko. Co ciekawe bilety za 149 zł, a wiza ponad 2 razy tyle.

No, ale skoro powiedzieliśmy A to teraz płacimy mówiąc B. Z czym się najczęściej kojarzy Azerbejdżan? Z ropą naftową lub „Przedwiośniem” Żeromskiego. A jak nam się będzie kojarzył po ten ekscytującej wyprawie? Zobaczycie.

Godzina zero

Lądujemy. Drogą lądową docieramy do przejścia granicznego Gruzja – Azerbejdżan.

Pierwszym miejscem na naszej trasie, które zwiedzimy nocą i w dzień jest Szeki (właściwie: Şəki) jest to drugie po Baku najczęściej odwiedzane przez turystów miasto w Azerbejdżanie. Dysproporcja między miastami jest ogromna, ale naprawdę warto tu wpaść bo Szeki ma świetne górskie położenie, Pałac Chana, Karvanseray i parę ciekawych miejsc w okolicy.

I juz jesteśmy w hotelu. Całkiem przyzwoity

Dotarliśmy tutaj wieczorową porą, ale nie przeszkodziło nam to w ruszeniu w miasto. Wynajęliśmy taxi (w Azerbejdzanie to są prywatne taxi, normalne samochody należące do prywatnych ludzi, którzy sobie w ten sposób dorabiają)

Zaczynamy zatem od nocnej wizyty w Karawanseray. Dziś jest to hotel i restauracja. Dawniej służyło za bezpieczny przystanek karawanom na Jedwabnym Szlaku. Była to największa tego typu budowla na Zakaukaziu. Pięknie prezentuje się dziedziniec, warto posnuć się trochę krużgankami.

Następnego dnia z tym samym kierowcą zaczynamy dzienne zwiedzanie miasta. Zaczynamy ponownie od Karawanseray bo ciekawi jesteśmy go za dnia. Kiedyś w mieście, które było ważnym punktem na szlaku handlowym było aż 5 karawanserajów – swoistych gospód, w których mogły zatrzymywać się i odpoczywać całe, niejednokrotnie niemałe karawany. To właśnie te budynki są największym skarbem Seki.

Po wyjściu, przeszliśmy się jeszcze chwilkę uliczkami. Sklepy robiły na nas duże wrażenie. Czułam się tak, jakbym przeniosła sie do krainy 1001 drobiazgów.

W Szeki można się zaopatrzyć w chałwę i inne lokalne wypieki i słodycze. Bez trudu napotkać można odpowiednie sklepiki, które zawsze reklamują się kolorowymi szyldami.

Poza tym godne uwagi jest rękodzieło: jedwabne chusty, dywany, papagi/papachy, instrumenty muzyczne i wyroby miedziane. Skupisko sprzedawców suwenirów znajduje się kilka kroków w dół od wejścia do Karvanserayu.

i nasza fura

 

Po drodze do Pałacu Wielkiego Chana mijamy uroczo położony kościół Gilehli Mescidi.

Sam Pałac – Xan Sarayı (Pałac Chana) – pochodzi z XVIII wieku. Zachowała się tylko bogato zdobiona reprezentacyjna część pałacu. Czynny od 10.00 do 17.00 poza sezonem i do 19.00 w sezonie. Wejście 0,80 AZN, za robienie zdjęć trzeba zapłacić 2 AZN od aparatu. Był letnią rezydencją władców chanatu szekijskiego. Obecnie jest zaliczany do najcenniejszych zabytków w kraju. Oczywiście wchodzimy do środka. Pałac ma wymiary 32 x 8,5 m i dwie kondygnacje o identycznym układzie przestrzennym. Dolna pełniła rozmaite funkcje, górna mieściła apartamenty chana i jego najbliższej rodziny. Zewnętrzną elewację zdobią naścienne malowidła i różnobarwne płytki ceramiczne pokryte geometrycznymi wzorami. Podobnie wnętrza – dekorowane bogatą ornamentyką.

Zdobienia ścian utrzymane są w kolorach błękitu, czerwieni, złota i żółci. W pałacu umieszczono także kolorowe witraże zwane szebeke. Na jednym metrze kwadratowym zawierają od trzech do siedmiu tysięcy elementów, spojonych za pomocą specjalnego roztworu, którego skład jest do dziś nieznany. Jeden witraż układano nawet pół roku. Wokół można pospacerować.

Kierowca był tak uprzejmy, że zabrał nas do ślicznej knajpki. Tam wypiliśmy doskonałą herbatę azerską, oczywiście z ogromną ilością fantazyjnego cukru. Uwielbiają cukier i formy jakie mu nadają są niezwykłe.

Kierowca podwozi nas na dworzec, na którym czekają marszrutki. Wsadza nas do jednej z nich, tłumacząc kierowcy gdzie ma nas wysadzić. Cieszę się po raz kolejny, że dajemy radę po rosyjsku, bo bez tego kontakt byłby niemożliwy. Jedziemy do Lahic.

Kierowca marszrutki wysadza nas na skrzyżowaniu i mówi, że teraz 20 km w lewo – tam jest nasze miasteczko.

Czemu Lahic? trudno tam dojechać…bazy turystycznej brak. Po licho nas tam gna? Ale gna bo…zachowane od średniowiecza, bo prawdziwe i nie zmienione…bo…bo właściwie czemu nie?

Mamy wysiadać to wysiadamy. Niespiesznie rozglądamy się w lewo, w  prawo…sklep przed nami. MARKET – uhm…dwie półki i kilka słoików z kiszonymi cudami. Wchodzimy mimo to i kupujemy chlebek, wyciągamy też nasze polskie kiełbaski zabrane „na w razie czego” – siadamy na murku. Miejscowi zdziwieni spoglądają na nas i nieśmiało pytają czy chcemy taxi.  Nie chcemy taxi. Właściwie to chcemy się tam dostać na kółkach, a nie na nogach. Ale taxi? Nie. Odpada. Za łatwe. To już było.

Już zauważyłam budę – chyba przystanek i stojącą kobietę – sztuk 1 – ale zawsze coś. Stoi. To wie . Coś musi się pojawić. Pojedziemy jak ta pani. Upewniam się tylko, czy babeczka podąża też tam gdzie my, ale to droga tylko TAM. I faktycznie podjeżdża auto – prywatne i kobieta woła do nas – chodźcie- pojedziemy razem będzie taniej..

Kilka słów o podróżowaniu po Azerbejdżanie.

Autostop  odpada. Właściciele prywatnych aut zabierają czekających, ale oczekują zapłaty – drobnej, ale jednak – to sposób dorobienia do paliwa…choć na ropie i ropą Azerbejdżan stoi to ludzie są biedni.

Taka forma podzielnych taxi, ale w wersji auta prywatnego. Wielokrotnie korzystaliśmy  z tego sposobu. Bezpiecznego i bardzo wdzięcznego, bo dającego możliwość poznania ludzi, porozmawiania oczywiście po rosyjsku i przeżycia czegoś innego.

Droga sama w sobie jest przepiękna. Po drodze widoki zachwycają…góry coraz wyższe…mosty wiszące…

 

Ale muszę podzielić się naszymi przygodami. Bez nich nie liczyłaby się ta opowieść. A jest co wspominać.

A teraz kilka słów o tzw. LWIEJ PRZYSŁUDZE

Poznany w Gruzji, w Batumi kolega Nicat z Azerbejdzanu oczekiwał naszego przybycia. Właściwie to przez niego wszystko się stało. Nasza wyprawa do tego kraju bez poznania go nie doszła by do skutku, bo nie przyszłoby nam to nawet do głowy. Nicat dzwonił do nas kilka razy dziennie na nasz nowy azerski numer i na wszelkie komunikatory:) i pytał gdzie jesteśmy, czy nam czegoś nie brak, kiedy będziemy w Baku… a co teraz robimy…

Gdy złapał nas telefonicznie w marszrutce do Lahic, nie spodziewając się niczego złego powiedzieliśmy zgodnie z prawdą gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. Eh błąd. Zaraz powiedział że on wszystko załatwi, że zadzwoni gdzie trzeba, bo jego wuj mieszka w Lahic i on załatwi nam nocleg.

Oddzwonił i woła uradowany ze wskazówkami dokąd mamy iść, gdzie na  nas czekają i podał jeszcze telefon bo jego wujek, znajomy wujka…i znajomego…itd…

Noo dobra może i lepiej w deszczu nie szukać. Babeczka z auta słysząc kolejną naszą rozmowę postanowiła nam oczywiście pomóc w odnalezieniu właściwego adresu. Ludzie w Azerbejdżanie są tak samo mili i uczynni jak w Gruzji. No może nie aż tak…ale bardzo:)

Wysiedliśmy – No to szukamy… a szukając pstrykamy, bo miasteczko rzeczywiście urocze.

Najpierw trafiamy nie tu gdzie powinniśmy. A szkoda, bo wygląda wszystko ładnie. I chociaż to zły adres, to gospodarz nas ugościł herbatą, a sam pobiegł szukać właściwego adresu.

Wraca z właściwą osobą  – starszą panią – znajomą znajomego wujka kolegi poznanego w Batumi…u niej mamy mieszkać całą 1 noc. Cała 1 noc…brzmi krótko prawda? To była bardzo długaaa choć czasowo krótka noc. A dlaczego? przekonacie się sami.

no to w drogę do naszej willi…a droga była pod górę…

Teraz pokażę nasz apartament z wychodkiem na zewnątrz, rozerwanym materacem na sprężynach i kapiącą wodą z prowizorycznego dachu. A wszystko to w otoczeniu cmentarza. No tak bo mieszkaliśmy tej nocy na cmentarzu.

Fajne, prawda? ( już widzę wasze minki:)) Teraz patrząc na wille – już jasne czemu nazwałam to NIEDZWIEDZIĄ PRZYSŁUGĄ…za 20$ za noc !

Ale że nie przyjechaliśmy by w willi siedzieć, to czy deszcze czy słońce w drogę – trochę rzemiosła zobaczyć…ludzi poznać…jedzenia spróbować. Schodzimy.

Takie mamy klimaty

 

Zatrzymać czas

Lahic to rzeczywiście urocze miasteczko. Zatrzymane w czasie. Podczas zimy zupełnie odcięte od świata. Podczas pobytu w Azerbejdżanie przekonaliśmy się co oznacza różnorodność stref klimatycznych. W tym kraju jest ich 9.

Położona w górach Kaukazu osada przywitała nas ulewnym deszczem i przejmującym wiatrem, ale również  swą starą kamienną zabudową oraz mnóstwem warsztatów rzemieślniczych, szczególnie jubilerskiej obróbki miedzi. Spędziliśmy miły dzień przechadzając się po miasteczku i zaglądając do licznych warsztatów.

Miejscowość słynie z rzemieślniczych wyrobów metalurgicznych z miedzi – w tutejszych pracowniach wytwarza się miedziane naczynia i ozdoby. Częściowo zachowała się tu też tradycyjna architektura.

Tutejsza ludność posługuje się językiem tackim, zbliżonym do języka perskiego. Zgodnie z miejscowym podaniem przodkowie mieszkańców Lahıc przybyli do Azerbejdżanu z okolic irańskiego miasta Lahidżan.

Podziwialiśmy te wyroby zaglądając do uroczych sklepików. Kupiliśmy wyjątkową herbatę z kwiatami i zjedliśmy naprawdę dobre azerskie jedzenie w ładnej knajpce.

A w tych worach jest mnóstwo przypraw i mieszanek herbat. Nigdzie nie kupiłam tak wspaniałych herbat, pełnych polnych kwiatów jak tu. Delektowałam się nimi po powrocie wspominając tę nieco ekstremalną wyprawę do Lahic

I nasz lunch w uroczej knajpce

Nad ranem musieliśmy się zbierać, bo podobno o 7 jechał jedyny autobus do miasta poniżej czyli do miejsca z którego była szansa wydostać się dalej …do BAKU…ale autobus nie jechał. Czekalismy jeszcze trochę w takiej specyficznej, jedynej otwartej knajpie. Byłam w niej zjawiskiem, bo tutaj chyba tylko panowie mogli przychodzić by pić od rana różne trunki. Ja marzyłam tylko o gorącej herbacie.

Popadało i autobus zastrajkował. Kaprysy pogody często sprawiają, że mieszkańcy tego miasta zostają odcięci od reszty świata. Pozostała nam dzielona taxi. I tym sposobem z kolejnymi sympatycznymi ludźmi wydostaliśmy się z miasteczka. W sumie dwoma autami docieraliśmy do Baku. Udało się. Tak, tu jest inny świat. I ojciec Baryki miał rację opowiadając mu o Szklanych Domach w Baku. Ale o tym w kolejnym wpisie. Możecie do niego wskoczyć od raazu TUTAJ

Ciekawe tylko czy dotrał tez tutaj – w te niemal zapomniane miesteczka i wioski, w których ludzie żyja jak przed laty.


To była naprawdę ciekawa wyprawa. I wyobraźcie sobie, że to wszystko w ciągu zaledwie jednego dnia z dwoma noclegami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.