Afryka,  Mauritius,  Podróże

CHILLAUTOWY MAURITIUS

“Pamplemousse” – Miejsce to jest dla mnie niezwykłe. W tłumaczeniu nazwa parku botanicznego oznacza – grejpfrut. No więc ogród botaniczny w Grejpfrutach. Dla mnie zachwyt totalny. Roślinność niezwykła. Niektóre okazy widziałam po raz pierwszy. Ale nie tylko o tym będzie ten wpis. We wschodniej części Mauritiusa postanowiliśmy totalnie odpocząć. Jeśli chcecie zobaczyć piękne wybrzeże zapraszam do pooglądania.

Zanim jednak nastał czas wspomnianego w tytule chillautu postanowiliśmy nacieszyć oczy roślinnością w parku botanicznym, znanym zapewne każdemu kto dotarł na wyspę, a pewnie i wielu innym osobom.

Ogród Botaniczny, formalnie znany jako Ogród Botaniczny Sir Seewoosagur, jest jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji na Mauritiusie. Ogród znajduje się w północnej części wyspy, w pobliżu Port-Louis

Został założony w XVIII wieku przez Pierre Poivre’a, francuskiego konsula. Na początku spełniał on funkcję letniej rezydencji, natomiast w późniejszym czasie przekształcony został w ogród botaniczny, który z czasem stał się pomnikiem przyrody. Koszt wstępu to 9 E. Czynny jest od 8,30 do 17,00.

Można skorzystać z usług przewodnika. Koszt to 5 E. Spacer jest wówczas w grupie osób różnych narodowości. Opowiada po angielsku, przechodząc na francuski, co dla mnie było dużym komfortem. Czego nie dorozumiałam w jednym języku to dołożyłam sobie w drugim.

Początkowo chcieliśmy zwiedzać jak to my – w swoim tempie i uznaliśmy, ze przewodnik nie jest nam do niczego potrzebny. Na szczęście po przysłuchaniu się przez chwilę temu jak i co mówi zmieniliśmy zdanie. Na szczęście! Opowiadał genialnie. Pokazywał każdą roślinkę. Myślę, ze bez niego zwyczajnie przeszlibyśmy przez park bez świadomości co mijamy i co nas otacza.

W parku jest niezliczona ilość różnych gatunków roślin – ponad 650 odmian, wśród których znajdują się słynne baobaby, Palmier Bouteille, nieuniknione gigantyczne lilie wodne, dziesiątki roślin leczniczych, duży ogród przypraw i wiele innych. Samych palm jest aż 85 gatunków, między innymi palma Talipot, która kwitnie raz na 60 lat, palmy butelkowe, podróżniczki, czy z korzeniem stopy słonia. Mnie zauroczyła piękna aleja palm królewskich.

Dużą atrakcją tego miejsca są największe lilie wodne na świecie – Victoria Regia (Wiktoria Królewska)

Ciekawostka – Światowi przywódcy i rodziny królewskie posadziły wiele drzew, w tym księżniczka Małgorzata, hrabina Snowdon , Indira Gandhi , François Mitterrand i Robert Mugabe

Nam to miejsce bardzo  się spodobało. Roślinność jest przepiękna i bardzo ciekawa. Nieraz zapierało nam dech w piersiach na widok ogromnych drzew, które są mało popularne na świecie.

A poniżej krwawiące drzewo


Czas na totalny relaks. Docieramy do ostatniej miejscówki na wschodzi wyspy, z której już nie zamierzamy się ruszać. Będą tylko kąpiele morskie i słoneczne, korzystanie z różnych form aktywności gwarantowanych przez hotel w wersji all. Hotel Veranda okazał się podobnie jak poprzednie doskonały pod względem obsługi. Jedzenie przepyszne, pokoje bardzo nam się podobały. Najbardziej jednak ogród, i położenie tuż przy bardzo ładnej, piaszczystej plaży.

Prosta recepcja, utrzymana w morskiej tematyce, podobnie jak wystrój pokoi.

HOTEL

BASEN

OGRÓD

PLAŻA

POD WODĄ


To ostatni wpis z naszej podróży po wspaniałej wyspie. Jej różnorodność nas oczarowała. Wodospady, parki botaniczne i Parki narodowe, plaże, jedzenie, poziom obsługi i standard hoteli. Absolutnie wszystko. Nie było dnia bez pozytywnych doznań, bez efektu WoW

komentarze 3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *