Ameryka,  Meksyk,  Podróże

PUEBLA – CAŁA NAJ – VIII

Puebla – naj…bardziej kolorowe fasady domów i ulice, naj…większa piramida świata, naj…większe wulkany, naj…lepsze guacamole.


MIASTO FASAD

Puebla to jedno z najważniejszych miast Meksyku. Otaczają je wulkany (w tym wciąż dymiący El Popo). Puebla to piękne, kolorowe Stare Miasto, z dumnie stojącą przy Zocalo Katedrą i największą na świecie piramidą.

Najczęściej używana nazwa miasta to Puebla de los Ángeles, albo po prostu Puebla. To kolonialne miasto  jako pierwsze w Meksyku zostało zbudowane z prostą siatką ulic przecinających się pod kątem prostym. I to jest idealne rozwiązanie. Zawsze trafiałam do hotelu.

SPACER ULICAMI MIASTA

Na początku tradycyjnie przeszliśmy się ulicami miasta. Naszą uwagę przyciągają oryginalne fasady domów. Niektóre z domów są puste w środku (tak serio zupełnie puste), a mimo to zostały zachowane ze względu właśnie na zabytkowe fasady. I słusznie bo są one wyjątkowe – pokryte kafelkami, zdobieniami, czymś kompletnie nam nie przychodzącym do głowy gdy myślimy o elewacji. Widzicie to? Piękny przód, a w środku nic.

Przepiękne są również fasady kościołów – są zrobione tzw. Techniką bezy, czyli dół jest kolorowy, a góra biała niczym beza właśnie. I tutaj muszę przyznać, że kościoły w Meksyku nie są tylko na pokaz – tu faktycznie ludzie się modlą i stoją w kolejce by wejść na mszę.

Mijamy Kościół Św Dominika – Dawniej miejsce to było nie tylko świątynią o charakterze religijnym, ale również klasztorem, który należał do zakonu dominikanów. (Stąd właśnie nazwa kościoła: “Santo Domingo”, pochodząca od imienia świętego Dominika, pod którego wezwaniem znajduje się kościół).

Obok jest Kaplica Różańcowa – cudo samo w sobie!

Warto tutaj wspomnieć o tym, że była to pierwsza kaplica nie tylko w Meksyku, ale i w całej Ameryce, która została poświęcona Matce Bożej Różańcow

Prawdziwą ciekawostką jest to, że wszystkie te piękne i misterne zdobienia i elementy wykonane zostały z masy zrobionej na bazie mąki i białka z jaj… Możecie sobie to wyobrazić?

Spacerujemy i  mijamy te piękne budynki, zaglądając do sklepów ze słodyczami. Dzisiaj jest święto Trzech Króli i w Meksyku panuje zwyczaj, że w tym dniu dzieci dostają mnóstwo słodyczy. Łakocie są zupełnie inne niż u nas. Wymyślne figurki, kształty. Oczywiście nie brakuje słodyczy w kształcie czaszek – w końcu to symbol szczęścia i pomyślności.

Wchodzimy do imponującej Galerii Victoria

Mijając piękne domy, w pewnym momencie oddzielamy się od grupy i od tej pory sami już zwiedzamy.

KOŚCIOŁY PUEBLI

W Puebli jest  ponad 70 kościołów, w tym kilka szczególnie zabytkowych oraz około tysiąca cennych budowli okresu kolonialnego. Najpierw podchodzimy do Iglesia De Santa Clara.

Church of San Cristóbal – to kolejny piękny kościół

Wreszcie odkrywamy prawdziwą perłę – Kościół Iglesia de la Compañia nazywany również kościołem Ducha Świętego  posiada piękną, bogato zdobioną fasadę w barokowym stylu churriguresco z 1767 roku. Jest obłędny w środku. Totalny przepych. Na zewnątrz – wspaniała beza.

San Jeronimo – niestety zamknięety, a szkoda bo ze zdjęć zamieszczanych w internecie wynika, że jest przepiękny

KOLOROWY ZAWRÓT GŁOWY – ALEJA ŻAB

Mamy swoje plany na to miasto – z wielką ciekawością biegniemy do dzielnicy kolorowych domów, która jest znana jako Aleja Żab – Alley of the frogs – nazwywana również Callejon de los Sapos

Domy stojące wzdłuż ulic prezentują kolonialne fasady i intensywne kolory. Każdy budynek jest starannie pomalowany, a doniczki z kwiatami pojawiają się co centymetr.

Puebla jest pełna skoncentrowanych barw. Jednak na Callejon de los Sapos wszystkie kolory miasta zbiegają się w sposób, który ma przeciążyć zmysły. Tak nam się tutaj podoba, że postanawiamy wrócić wieczorem po kolacji.

Teraz jednak szybkim tempem kierujemy się w stronę mostu –

Ovando’s Bridge. Kolejny cudny most bez rzeki – tak jak w Palermo i tak jak w Iranie. Uwielbiam takie perełki. Po drodze mimo tego, że się jednak trochę spieszymy – przystajemy i cieszymy oczy. Puebla jest pięknie podświetlona – to światło z niej wydobywa to co najlepsze.

Wracamy z grupą do hotelu na kolację. Uliczki zachwycające – postanawiamy zjeść i wrócić. Nie podarujemy sobie Puebli. Jest pięknym miastem i tętni nocą. Zaglądamy do sklepów, żałując, że nie możemy wykupić połowy wyrobów rzemieślniczych.

KOLACJA W DNIU TRZECH KRÓLI

Z powodu święta czeka na nas niespodzianka – uroczysta kolacja przy akompaniamencie muzyki Mariachi. Dodatkowo jesteśmy częstowani specjalnie przygotowywanym z okazji Trzech Króli ciastem – Święto Trzech Króli ma w Meksyku smak ciasta zwanego rosca de reyes.

  • Ma ono przypominać kształtem koronę, a umieszczone na niej suszone lub kandyzowane owoce mają symbolizować szlachetne koronne kamienie.
  • Ciasto jest niezwykłe ze względu na to, że w środek włożone są malutkie figurki plastikowe. Jeśli się trafi kawałek z figurką  – będzie się mieć szczęście w nadchodzącym roku, a dodatkowo w Meksyku staje się gospodarzem na kolejną rodzinną uroczystość czyli wypadające 2. lutego Święto Ofiarowania Pańskiego (día de la Candelaria).
  • Tego dnia znaleziona figurka powinna również dotrzeć do najbliższego kościoła,  a gospodarz jest obowiązany podać takie typowe potrawy jak tamales (zawijańce w liściach kolb kukurydzianych).

Muzyka – znane meksykańskie szlagiery – wprowadziła nas w tak dobry nastrój, że z uśmiechami i radością poszliśmy odkrywać miasto nocą. Część grupy po kolacji odpoczywa, a my z Grażynką i Krzysiem idziemy zwiedzamy dalej. Mamy jeszcze niedosyt.

CO ZOBACZYĆ W CENTRUM PUEBLA

Chyba największe wrażenie, zwłaszcza po zmroku, robią kolorowe uliczki do których z radością wróciliśmy. Otoczone niskimi i pięknie oświetlonymi fasadami budynków tworzą niepowtarzalny klimat.

Przede wszystkim warto wrócić na Zócalo, czyli utrzymany w stylu kolonialnym rynek i znajdującą się tuż przy nim katedrę.

Katedrę w stylu renesansu – tutejszej jego odmianie herreresco oraz wczesnego baroku budowano niemal sto lat, od 1550 do 1649 roku. Ma ona 5 naw i 14 kaplic bocznych, dwie bliźniacze, najwyższe (69 m) w kraju wieże – dzwonnice, z góry których roztacza się piękna panorama miasta i jego okolic.

Przed frontonem katedry stoją dwie wysokie kolumny zwieńczone figurami aniołów. Szczególnie cenny jest w niej ołtarz główny – Zbudowany w postaci dwu jak gdyby świątyń z kolumnami korynckimi. Podtrzymują one kopułę wzorowaną na bazylice św. Piotra w Rzymie.

Pierwsze nasze spotkanie z Katedrą było zaraz po przyjeździe do miasta. mogliśmy ja podziwiać w ciągu dnia a potem w nocy. Za każdym razem bajka.

porcelanowa szopka.

Na Zocalo bawimy się jak dzieci, robiąc tysiące zdjęć, a do nich inspiruje nas to co aktualnie jest ozdoba placu, np. mogę poczuć się anielicą…

Lub zrobić klasyczną fotę, by nie zapomnieć gdzie się bawiłam…

Warto też pamiętać, że kilka dni temu były święta, więc niech nas ten nastrój nie opuszcza…

Przechodzimy Zocalo by wrócić do Alei Żab. Nie można odmówić uroku temu miejscu.

Aleja wciąż piękna i pełna życia.

W tej okolicy jest  mnóstwo wspaniałych restauracji, serwujących najróżniejsze dania regionalne – jako, że mieliśmy zapewnione wyżywienie – skusiłam się tylko na guacamole. Przepyszne i bardzo tanie. Centrum miasta nie jest duże, a atrakcje znajdują się blisko siebie, więc zwiedzanie należy do bardzo wygodnych.


ZAJAWISKOWY WSCHÓD SŁOŃCA

Kolejnego dnia zwiedzamy okolicę Puebli i monumentalny wulkan, cudownie dymiący. Najpierw jednak z niedowierzaniem robimy zdjęcia z tarasu naszego hotelu. Naprawdę trudno uwierzyć w takie widoki miasta o wschodzie słońca.

MAGICZNE WULKANY

Czas na największą piramidę i widok na wulkan. Dla nas arcyciekawym widokiem był ten na El Popo – jest on  aktywnym stratowulkanem. Jest to drugi najwyższy szczyt w Meksyku – 5426m. Jest on połączony z bliźniaczym wulkanem Iztaccihuatl na północy przez wysokie siodło znane jako ” Paso de Cortés „

PIRAMIDA W CHOLULA – NAJ

Pora na prawdziwą niespodziankę, bo nie wiele osób zdaje sobie sprawę z istnienia tego miejsca (my też nie mieliśmy o nim pojęcia)! W Puebla znajduje się objętościowo największa piramida na świecie, czterokrotnie szersza w swej podstawie od Piramidy Cheopsa.

Gdy Hiszpanie kolonizowali Imperium Azteków, piramidę zdążyły porosnąć trawy. Przypominała więc ogromne wzgórze, na którym nieświadomi Hiszpanie, po zrównaniu z ziemią wszelkich artefaktów okolicznych kultur, zbudowali kościół. Dopiero setki lat później zorientowano się, że wewnątrz wzgórza znajduje się gigantyczna, zapomniana od wieków budowla. Dziś można zobaczyć fragmenty jej zewnętrznych ścian, niestety już nie można wejść do środka!

I oto jej fragmenty – tej największej, tej większej od Cheopsa. Niech was zdjęcie nie zmyli – trudno je w ogóle zrobić

Gdy dotarliśmy na szczyt, to faktycznie widoki okazały się jak z obrazu. Sam kościół jest w środku bardzo zdobny. Jak większość kościołów w Meksyku.

I w środku cudnie…i na zewnątrz…ale panorama na Pueblę zjawiskowa.

Te widoki wulkanów zostają ze mną.


Każdy dzień dostarcza niesamowitych wrażeń. To co widzimy w Meksyku jest piękne, to czego doświadczamy jest niebywałe, to czego się dowiadujemy jest mega ciekawe.

A teraz czas na błogie lenistwo w Accapulco.

komentarzy 7

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.