Ameryka,  Meksyk,  Podróże

CANCUN – PODOBNO PLASTIKOWY

Powiadają, że Cancun to sztuczny, plastikowy twór niczym Varadero, i Punta Cana, ale ja będąc w każdym z tych miejsc potrafiłam z nich się cieszyć i dostrzegać to co dobre. W sumie nie wiem czy jest miejsce na świecie, w którym by mi się nie podobało.


Tak więc … wracając do Cancun… fakt – nowe, młode, zrobione pod turystów ale ma to coś…tym czymś jest nie tylko biały piasek ale i niezwykle zapuszczone centrum miasta. Uwielbiam taki rozgardiasz, brak składu i ładu. Ład i skład mam w domu, a w podróżach szukam właśnie tego – tego wariactwa na ulicach. Wiem, że niewiele osób trafia do samego miasta – skupiając się na plażach, racząc się drinkami w ramach all. A my właśnie lubimy ten moment zetknięcia z ludźmi, ulicznymi sprzedawcami, marketami pełnymi Habanero i wieloma aromatycznymi przyprawami. Uwielbiam to i właśnie w Cancun wszystko to miałam. Poza aparatem. A zatem zaczynamy i kończymy plażami. A miasto sobie wyobraźcie.

Hotel całkiem fajny – wydawał się kameralny i utkwiony w gąszczu palm. Hotel był dość butikowy i zaskakiwał jakością na tzw. objeździe. Dostaliśmy piękny apartament wielopokojowy – pewnie pomieściłby sześcioosobową rodzinę. Wyposażenie niczym w PRL ale miło było się pogonić po pokojach.

Może uda nam się pokazać kilka ładnych widoków.

Zdecydowanie piękny był turkus wody. Właśnie z takim kolorem kojarzy mi się Meksyk.

Wodnym szaleństwom nie było końca, ale i na długi spacery starczyło czasu.

Po tak intensywnym objeździe – wypoczynek w takich warunkach był zasłużony. Cudnie spędziliśmy ten czas. Oczywiście gdybym miała cały urlop spędzić w Cancun to zapewne nie byłabym szczęśliwa i szybko bym uciekła z leżaka bo Meksyk to przepiękny kraj za którym już tęsknimy.

komentarzy 5

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.