Ameryka,  Meksyk

MEKSYK II – LECĘ BO CHCĘ

Latam bo chcę, latam bo świat kręci mnie – uwielbiam zgiełk lotnisk, czuję się na nich jak u siebie, ale nie znoszę latania. Niestety trzeba czasami iść ze sobą na kompromis. To już trzeci dzień i właśnie jedziemy do Celestun. Coś Wam to mówi?


CELESTUN

Ja pierwszy raz przeczytałam o tym miejscu po zarezerwowaniu wylotu – to fantastyczny rezerwat przyrody będący ostoją kolonii flamingów, pelikanów i kormoranów. Udało nam się zobaczyć warząchew i małe krokodyle. Wsiadamy do 6 osobowych łódek i mkniemy w zależności od fantazji sternika po kolorowych wodach Rio Celestun. Kolory wody są różne i zależne od rodzaju namorzyn: białe, czerwone, zielone.

Nie raz widzieliśmy flamingi, ale nigdy tylu. Są przepięknie różowe, chociaż nie wiem czy to słowo oddaje ich barwę. Powinien powstać nowy kolor – flamingowy. Skąd ten kolor? Z pokarmu. Flamingi żywią się planktonem i skorupiakami zawierającymi dużo karotenu. Małe flamingi są białe. Barwa pojawia się z czasem, właśnie dzięki pożywieniu. Nie mogłam się oprzeć – musiałam dać wszystkie zdjęcia. Nie było negocjacji.

Poza obserwacją ptaków, możemy podziwiać przepiękne namorzyny. Wiele lasów namorzynowych widziałam, ale ten zrobił na nas ogromne wrażenie. Są ogromne – korzenie mają prawie 3 metry. Namorzyny są chronione, ale i one same dają schronienie wielu gatunkom, a poza tym są pewnego rodzaju parawanem przed erozją i cyklonami.

No to w drogę

Z szalonym sternikiem z impetem wpływamy w głąb i możemy zejść na ląd – na specjalnie utworzoną kładkę. Idąc nią podziwiamy z bliska wielkie namorzyny i kolorowe jeziorko.

Wycieczka doskonała. W ogóle program jest bardzo różnorodny. Nie tylko piramidami człowiek żyje. Dzięki tak zaprojektowanemu programowi mamy różnorodność widoków i wrażeń. Dla nas to bezcenne.


PRAWDZIWE ŻYCIE

Jadąc w kierunku Uxmal nadrabiamy drogi bo nasza przewodniczka Ewa Pomorska jest osobą niezwykle elastyczną co objawia się różnie : zgadza się byśmy jadali gdzie chcemy – nie wymaga od nas grupowego degustowania, nie namawia na siłę na wycieczki, daje dużo swobody i właśnie tak jak w tym przypadku – chcąc nam pokazać interior, jak żyją normalni ludzie potrafi naddać trasy, ale dzięki temu nie mamy transferu od – do, tylko możliwość zobaczenia czegoś innego, czegoś więcej. Dojeżdżamy więc do wioski, gdzie domy kryte strzechami, gdzie ludzie jacyś na lajcie, spokojni, nigdzie się nie spieszą…gdzie wita nas pijany właściciel sklepu i namawia na piwo. Zasilamy ich budżet robiąc zakupy owocowe. Idziemy sami dalej i napotykamy przemiłą rodzinę. Poza prowadzeniem gar kuchni produkują też salsę = oczywiście kupujemy. Ostra jak diabli. Nie wiem kiedy ją zjemy, bo dodanie dwóch kropli podkręca smak całego dania czyniąc z niego potrawę piekielną.

KARALUCH – LA CUCARACHA

Choć nie lubimy jadać w miejscach turystycznych to tym razem nie mieliśmy wyjścia – i dobrze. Mogliśmy spróbować czegoś zupełnie innego. Szarpana wieprzowina, pieczona w ziemi serwowana z ziemniakami w mundurkach, z ryżem, pure z czarnej fasoli, doskonałym guacamole (naprawdę w Meksyku jest najlepsze) i sałatkami. Wcześniej oczywiście była zupa, a potem deser.

Nazwa tej potrawy to cochinita pibil.

Najfajniejsze jednak było to co nastąpiło potem. La cucaracha, czyli karaluch po hiszpańsku to nic innego jak przesmaczny napitek podawany po posiłku. Ale jak podawany. Zacznijmy jednak od tego jak się go robi. Otóż jest to mix – tequli, likieru kawowego i wody gazowanej. Proporcje równe – niestety, ja bym tam recepturę podkręciła. Kelner nakłada przyszłemu degustatorowi sombrero, uderza kieliszkiem w stół by wzburzyć wodę gazowaną, a tym samym cały napitek. Należy wypić szybko. Wówczas kelner ściąga sombrero i uderza lub tarmosi po głowie pijącego – by dobrze weszło. Śmiechu i zabawy co niemiara.

UXMAL

Czas na kolejne wrażenia poznawcze. Przed nami Uxmal. Trzeba przyznać, że miejsce nas oczarowało. Nie żartowałam pisząc, że każdy dzień był lepszy. Uxmal – to miasto Majów, które zostało założone w okresie renesansu Majów (prawdopodobnie pomiędzy 987–1007 r.). Należało, obok Chichén Itzá i Mayapán do głównych miast-państw cywilizacji Majów w okresie Nowego Państwa.

Miasto zostało opuszczone w XV w. Wśród ruin zachowały się liczne zabytki zaliczane do stylu Puuc. Najważniejsze z nich to: piramida schodkowa ze Świątynią Czarownika (Świątynia Wróżbity) – jest to budowla o wysokości ok. 38,0 m i eliptycznej podstawie. Na niej zbudowano w sumie pięć świątyń dostępnych z różnych stron. Przy wejściu od strony zachodniej – świątynia pierwsza, od wschodniej znajdują się świątynie druga i trzecia w wewnętrznej komorze na poziomie drugim. Wyżej, od strony zachodniej znajduje się świątynia czwarta, której wejście zbudowano w formie maski boga deszczu Chaca. Na szczycie piramidy znajduje się piąta świątynia.

Świątynia Wróżbity

Z piramidą i jej nazwą związana jest legenda wywodząca się z miejscowych podań

Oficjalna legenda opowiedziana w 1840 roku Johnowi Lloydowi Stephensowi przez miejscowych Majów mówi, że w miejscu gdzie stoi piramida mieszkała niegdyś stara kobieta, która była czarownicą. Pewnego dnia zaczęła żałować, że nie ma dzieci, więc wzięła jajko iguany, zawinęła je w tkaninę i umieściła w kącie swojej chatki. Codziennie je doglądała, aż pewnego dnia wykluło się z niego stworzenie przypominające dziecko. Zachwycona kobieta uznała je za swojego syna, nauczyła go mówić i chodzić jak człowiek. Gdy po roku przestał rosnąć przepowiedziała mu, że pewnego dnia zostanie wielkim panem lub królem. Przekonała go również, by wyzwał na pojedynek władcę Uxmal. Ten obawiając się utraty władzy skazał go na śmierć, ale po namyśle obiecał darować mu życie, jeśli wykona trzy pozornie niemożliwe zadania. Jedno z nich polegało na zbudowaniu masywnej piramidy w ciągu jednej nocy. Karzeł wykonał zadanie, podobnie jak pozostałe i został nowym władcą Uxmal.

Nieznacznie zmienioną wersję tej historii przytoczył Hans Li w The Ancient Ones. Według niej piramidę miał zbudować potężny karłowaty czarownik, który wykluł się z jajka. Pod groźbą śmierci miał w dwa tygodnie zbudować dla króla Uxmal piramidę.

W innych zachowanych opowieściach stara kobieta jest przedstawiana jako wiedźma albo czarodziejka, a karzeł jest chłopcem, który w magiczny sposób dorasta w ciągu jednej nocy.

Jeszcze inna legenda mówi, że bóg-czarownik imieniem Itzamna pewnej nocy sam wzniósł piramidę używając swojej siły i magii.

Wielka Piramida – ulokowana w pobliżu Pałacu Gubernatora po zachodniej stronie Świątyni Czarownika, wokół kwadratowego placu, wzniesiono kompleks zabudowań zawierający 74 małe pomieszczenia, zwany Domem (Czworokątem) Mniszek. Fasady tych budowli posiadają bogatą dekorację w postaci wyobrażeń boga Chaaca. Bóg deszczu jest wszędzie.

Tak zwane sklepienie pozorne, mające na celu podnieść sufit. Najprawdopodobniej nie potrafili wzmocnić sklepienia łukowatego. Jest więc zwieńczone belką. Ale się trzyma.

Podobizny Boga Deszczu są wszędzie. Ale naprawdę śliczne i cudnie zachowane.

Mamy wreszcie cudne Iguany. Bardzo mi ich brakowało. Ostatnim razem w Meksyku były na każdym kroku, zwłaszcza w Tulum. Ja je uwielbiam. Z jednej strony mnie nieco przerażają, bo to takie małe Waranki, a z drugiej…ich łagodność ujmuje.

Idziemy jednak dalej, zostawiając stworki w spokoju. Nie mogło zabraknąć boiska do piłki.

Wreszcie docieramy do Pałacu Gubernatora. Pałac Gubernatora podzielono na część główną i dwa skrzydła. Do pałacu prowadzi 11 wejść od strony frontu oraz po jednym z boku. Na fasadzie znajduje się około 200 podobizn boga Chaaca. Środkowe wejście ozdobiono podobizną władcy miasta oraz ośmioma laskami ceremonialnymi w kształcie dwugłowych węży. Węże wiją się na całej fasadzie budynku, który zwrócony jest w kierunku południowo-wschodnim, ku miejscu, w którym na niebie widać Wenus. Takich smaczków Pałac Gubernatora kryje podobno jeszcze więcej.

I widok po który tu przyjechałam. Wszystko jak na dłoni. Najpiękniejszy widok

Widok na cały kompleks od strony Pałacu Gubernatora

Dom Żółwi – zbudowany w północnej części tarasu pod Pałacem Gubernatora. Nazwę swoją zawdzięcza dekoracji zdobiącej fryz budynku.

Wracają, raz jeszcze podziwiamy piramidę i szalejemy z obiektywem. Jak dobrze, że to nie czasy kliszy 24-36-cio klatkowych

Ale wiecie co jest najcudniejsze? Spacer pomiędzy tymi pozostałościami. Magia. A na koniec chaya – napój smakujący przefajnie – połączenie herbaty z sokiem z ananasa, pomarańczy…genialny!!! Ileż nowych smaków poznałam podczas tego wyjazdu.


CAMPECHE

Wieczorem docieramy do Campeche – jakie to piękne miasto. Wita nas zachodem słońca. Miasto założył konkwistador w XVI wieku. Tutaj zachowały się bramy miejskie, długi….dłuższy chyba niż w Havanie Malecon, tradycyjny główny plac i całe mnóstwo pięknych kamienic. Jest też ulica 59 – większość miast w Meksyku posiada prosty niczym w Stanach układ ulic – wszystko w kwadracie i prostopadle, równolegle. Prosta siatka.

Wchodzimy do Katedry. Wszystko jest tu dość skromne, zresztą nie widziałam opływającej złotem katedry lub kościoła w Meksyku. Kto wie…może dlatego wiara tutaj ma się lepiej. Katedra była budowana 160 lat. Ciekawostką jest sposób przedstawienia Trójcy Świętej – no bo jak pokazać Ducha? Meksykanie zrobili to dość oryginalnie, a jednocześnie niezwykle inteligentnie- jako gołębia.

Idąc do hotelu mijamy dawny kościół przemieniony na salę koncertową. Z zewnątrz imponująco wygląda. Osobiście lubimy takie zagospodarowania. Podobnie jest w wielu miejscach na świecie – są księgarnie, biblioteki, hotele… Architektura to skarb, dzieło wielu ludzi, często okupione cierpieniem i ogromnym wysiłkiem – szanujmy to.

A hotel całkiem przyjemny

.

Oczywiście po kolacji, mimo zmęczenia wyskakujemy „na miasto” by poczuć klimat. I faktycznie znajdujemy go. Malecon pełny ludzi, ulica 59 – knajpowa też. Zamawiamy pyszne mojito i dequili – drink Hemingwaya. Jesteśmy tu dopiero kilka dni, a czujemy się jakbyśmy byli tygodniami.  

Podsumowanie dnia

  • Celestun – bajka. Uwielbiam flamingi. Kolor flamingowy jest przepiękny
  • Prawdziwe życie toczy się poza utartymi szlakami
  • Mieszkamy w Del Paseo
  • Campeche żyje – warto wyjść z hotelu
  • Uxmal jest przepiękne
  • La cucaracha – pyszna

komentarzy 5

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.