SRI LANKA – RELIGIJNY TYGIEL

IMG_3306

Sri Lanka – To był mój pierwszy raz. Od tego wyjazdu wszystko się zaczęło. Podróże na własną rękę – stały się dla nas proste i fascynujące. Od momentu wymyślenia – Gdzie – po przez tzw. knucie trasy, bookowanie miejsc…uwielbiam ten czas przed podróżą. U mnie podróż zaczyna się dużo wcześniej. To stan umysłu.

IMG_2885

Sentyment do Sri Lanki pozostanie. Z wielu powodów. Po pierwsze – tego pierwszego razu tak dalekiego –  samodzielnie, po drugie z powodu plaż i widoków. Takich pomarańczy pod stopami nie miałam nigdzie…ale wróćmy do wylotu, bo pewnie dla wielu czytających to już standard, ale dla mnie wtedy …to było COŚ wyjątkowego.

Nigdy wcześniej nie leciałam 777 i 747. Ogromny! Silnik taki jak przekrój mojego domu. W środku na szerokich siedzeniach czekały na nas poduszki koce i słuchawki do monitorów, na których można śledzić lot dzięki kamerom i gps-om, lub oglądać filmy, słuchać muzyki – w sumie ponad 500 kanałów i gier komputerowych. Powiem ze wstydem że zachowywałam się jak dziecko, gorzej nawet niż moje dzieci:) cieszyłam się jak głupia z każdego drobiazgu w tym samolocie:)

Nie mija kilka minut obsługa idąc przejściami z obu stron rozdaje wygotowane ręczniczki do mycia rąk, a zaraz potem drinki, a dla dzieci zabawki. Obiad to wspaniała uczta. Uzupełnianie drinków na bieżąco.

Przesiadka w Dubaju i dalszy lot już do Colombo takim samym standardem – i procedura się powtarza – ręczniczki, drinki, zabawki, drinki, jedzenie, drinki.

Taaak dzisiaj pisząc to wiem, że to standard, ale wtedy byłam zachwycona. I jak mogłam nie zarazić się podróżami?

Po wylądowaniu na lotnisku na Sri Lance dłuuuugim korytarzem idąc i idąc… dotarliśmy do hali przylotów, gdzie kupiliśmy kartę telefoniczną dzięki czemu stały kontakt smsowy był zagwarantowany za 10 groszy. Wymieniliśmy kasę i już czekał na nas szofer. Hotel cudeńko. Nazywał się Delphin – i nie dziwię się tej nazwie, ponieważ codziennie dawały pokaz delfinki, skacząc w niewielkiej odległości od brzegu.

Zarezerwowany mieliśmy rodzinny bungalow dla całej naszej 4 osobowej rodziny. Jak pech to pech- na miejscu mówią nam że bungalow zajęty i jedna noc w pokoju delux.

Najpierw się ucieszyłam. Delux to delux. Przecież nazwa nie wzięła się znikąd. Zapytałam nawet miłą Lankijkę recepcjonistkę, w uroczym sari czy mogę w nim zostać. Popatrzyła na mnie dziwnie i odpowiedziała: proszę najpierw wejść do pokoju, a jutro Pani zdecyduje…

Uhm weszliśmy…i nie dziwię się jej spojrzeniu…pokój koszmarek. To tylko jedna noc. Nie będziemy robić tragedii, ale Wojtek uznał, że zawsze jesteśmy zgodni , nigdy nie marudzimy, więc mimo wszystko zejdzie na dół i poinformuje, że nie jest zachwycony.

Jak to Wojtek powiedział – pecha trzeba przekuć na szczęście i po raz kolejny postanowiliśmy wykorzystać naszą wiedzę – tym razem na opak- postanowiliśmy się zabawić w klienta niezadowolonego. Wojtek poszedł wyrazić swoje niezadowolenie i uzyskał bungalow w pierwszej linii brzegowej oraz kolację przy świecach z ekstra butelką wina. Hmm teraz już wiem na czym polega taktyka negocjacyjna – szalupa ratunkowa. Między pokojem delux a bungalowem przepaść ogromna. Bungalow rewelacyjny – podłoga gresowa, łazienka jak z katalogu ze wspaniałym prysznicem dla 4 osób, w pokoju nawet plazma i DVD. Najwspanialsze jednak było to co widziało się otwierając drzwi– ocean- wystarczyło zrobić krok by być na plaży. Wstaje człowiek rano i od razu do wody. Ehh. Sri Lanka rozbudziła nasze apetyty. Cały resort był bardzo nowoczesny, a jednocześnie klimatyczny.

Zabiorę  was na zwiedzanie resortu, bo potem nie będzie czasu – wycieczki nas pochłoną. Zdecydowanie lubiłam cichy basen. Delfiny codziennie przeskakiwały przed naszymi oczyma.

IMG_2878

IMG_2929

IMG_2975

IMG_3147

IMG_3992

Całej naszej ekipie podobały się fale. Mocne, wysokie…wciągające. Wymagające uwagi i rozsądku.

IMG_4009

IMG_3989


Oczywiście szybko zorganizowaliśmy sobie wycieczki. Doskonale przygotowani wiedzieliśmy na czym nam zależy. Pierwsza – impulsywna decyzja – rejs po rzece z waranami. 2 godzinna przejażdżka łodzią motorową z miłym przewodnikiem, który bardzo chętnie podpływał do każdego warana i wspinał się na palmy by zerwać nam kokosy. Widoki zapierające dech – tak bujna roślinność, taka nasycona zieleń. Pływając łódką zachwycaliśmy się waranami. Nasz sternik dostarczył nam sporo adrenaliny szarżując i ostro zakręcając. Zamykałam oczy ze strachu. Ale podobało mi się. Świetna adrenalina.

IMG_3028

IMG_2995

IMG_3020

IMG_3031

IMG_3075

IMG_3105

IMG_3107


Najbardziej oczekiwaliśmy wycieczki 2 dniowej. Sami ustaliliśmy trasę. Wyjazd wcześnie rano. Pierwszy cel to Polonaruwa. Przy okazji wstąpiliśmy do fabryki by pooglądać ręcznie wyrabiane i farbowane tkaniny. Wycieczkę kupiliśmy oczywiście na plaży. W samochodzie byliśmy tylko my, kierowca i przewodnik. Nie wiedzieliśmy, że w ramach wycieczki mamy wszystkie posiłki. Pierwszy postój – śniadanko. Panowie okazali się przemili.

Dojeżdżamy do Polonnaruwy. Polonaruwa to kompleks pałacowy – oczywiście po pałacu pozostałości. 52 pomieszczenia w których zamieszkiwał król i 300 jego żon. Widzimy również basen. Schodząc do niego  napotkaliśmy lankijską wycieczkę- zaskoczone panie pokazywały sobie mnie palcem zwłaszcza włosy blond. Byłam chyba dla nich egzotyczna bo robiły mi zdjęcia. Oglądamy jeszcze parlament i jedziemy do świątyń. Jest ich bardzo wiele. Różne posągi buddy. Każdy budda inny.

IMG_3303

IMG_3293

IMG_3300

IMG_3306

IMG_3308

IMG_3327

IMG_3341

Oglądamy pozostałości klasztoru z grobami buddy i przechodzimy do tego najważniejszego leżącego, wykutego z jednego litego kamienia. Jest ogromny. Robi wrażenie. W ramach kwoty za wycieczkę mamy wszystko opłacone, niemniej przewodnicy zawsze za wszystko wyciągają dodatkowo rękę. A przewodników miejscowych jest sporo.

IMG_3351

IMG_3354

Busik podjeżdża pod lwią skałę- Sigiriya i na lunch w formie bufetu.

Sigiriya to wysoka, lita skała wyrasta w środku dżungli. Samotny ostaniec o wysokości około 200 metrów. Sygiriya była stolicą Sri Lanki w latach 484-495 n.e. Umiejscowił ją tu król Kassapa, człowiek, który tron zdobył podstępem, uwięziwszy, a następnie zabiwszy swojego ojca Dhatusenę. Obecnie zachowało się niewiele z tamtego okresu. Każdy, kto słyszał o tej atrakcji, kojarzy dwa elementy: olbrzymie lwie pazury, które są jedyną pozostałością wielkiego lwa strzegącego dostępu do szczytu skały oraz piękne, dobrze zachowane i mocno kontrowersyjne freski ukazujące kobiety w negliżu. Prawdopodobnie przedstawiają one kochanki króla. IMG_3366

A to zdjęcie – to ujęcie z kolejnego miejsca – z Dambuli – ale z widokiem na Sigiriya. Doceniam oko. Widzicie tę Lwią Skałę?

IMG_3430

Po lunchu przejazd do Dambuli. Jest tam świątynia, a właściwie 5 świątyń wykłutych w skale. Dambulla zwana jest złotą świątynią, bo nad wejściem głównym siedzi złoty budda. Trochę to kiczowate, ale im się podoba, oni taki kicz lubią. Zresztą każdy z nas ma swoje własne pojęcie kiczu i poczucie gustu. Same skalne świątynie są imponujące. Podobały mi się najbardziej. Malowidła zrobiły na nas ogromne wrażenie. Intensywność barw i stan w jakim są zachowane, naprawdę zaskakiwały.

Świątynie wykute w skale są jednym z najważniejszych miejsc kultu buddyjskiego na Sri Lance. Żeby je obejrzeć, trzeba wdrapać się 160 metrów wzwyż.

IMG_3428

IMG_3442

IMG_3461

IMG_3469

IMG_3482

IMG_3493

Jedziemy dalej..po drodze Matale – hinduistyczna świątynia wciśnięta w miasto. Ciekawa – bo fascynujące są freski i rzeźby – tak realistyczne i tak niewielkich rozmiarów, ze aż nie do pomyślenia – że ktoś to może własnoręcznie stworzyć. Wcześniej byliśmy w ogrodach przypraw, ale to dla mnie miejsca średnio atrakcyjne. Jednak wolę przyrodę w naturalnym otoczeniu i zabytki. A zatem wspomniana świątynia.

IMG_3573

IMG_3542

IMG_3543

IMG_3544

Jedziemy do Kandy – oglądać ząb:) Początkowo nie byłam przekonana do tego miejsca – wydawało mi się zbyt oklepane – taki punkt obowiązkowy zawalony turystami. Ale w końcu kim ja tam byłam jak nie turystką właśnie. Z jakiegoś powodu jest to miejsce ważne.

IMG_3646

Nie zawiodło. Jak w wielu miastach na Sri Lance, również w Kandy stoi świątynia buddyjska. Ta jednak jest wyjątkowa. To właśnie tutaj przechowuje się najświętszą relikwię, jaka znajduje się na Cejlonie – ząb samego Buddy. Dalada Maligawa, bo tak nazywa się ta świątynia, położona jest malowniczo nad jeziorem Kandy w kompleksie pałacu królewskiego. Przyciąga buddyjskich pielgrzymów z wielu zakątków Azji. Legenda mówi, że ząb został wykradziony ze stosu pogrzebowego Buddy. Jest jeszcze druga wersja, według której w trakcie palenia ciała jeden ząb uniósł się ponad stos sygnalizując chęć pozostania na ziemi. Na Sri Lankę ząb dostał się w 313 r. Ząb przechowywany jest w specjalnej kaplicy na piętrze zwanej Vedahitina Maligawa, w bogato zdobionym relikwiarzu składającym się z ośmiu pojemników umieszczonych jeden w drugim. Relikwiarz można obejrzeć jedynie trzy razy dziennie podczas celebracji zwanej – puja – o świcie, w południe i wieczorem.

Nam się udało. W wielkim tłoku mogliśmy dojść i obejrzeć. Tłok był wielki, tempo też i w sumie nie wiem czy to co widziałam to było to. Nie da się zobaczyć go z bliska. Stoi on w zamkniętym pomieszczeniu, którego drzwiczki zostają otwarte w trakcie puja, a pielgrzymi i turyści przechodzą przed okienkiem, przez które można zajrzeć do środka, popędzani przez strażników. Nie można się nawet zatrzymać.

IMG_3596

IMG_3603

IMG_3623

Świątynia Zęba mimo wcześniejszych wątpliwości bardzo nam się podobała.


Największą atrakcją dla dzieci miały być słonie. Do tej pory widzieliśmy je jedynie w ZOO i na safari w Kenii. Ale te Afrykańskie z przyczyn obiektywnych raczej nie są do głaskania.

Czekaliśmy więc wszyscy na słonie i kąpiel z nimi. Najpierw wizyta w sierocińcu, przyglądanie się temu jak wędrują do rzeki, jak są myte… W sierocińcu Pinnawella znajduje się około 60 zwierząt, z których większość została opuszczona lub zraniona w stanie dzikim. Niektóre słonie odniosły rany podczas wojny (jedna z samic straciła nogę wchodząc na minę).

Śliczne maleństwa żyją razem ze swoimi matkami, a te które straciły rodziców są karmione z wielkich butelek. Dwa razy dziennie słonie idą do kąpieli w pobliskiej płyciźnie w rzece Ma Oya. Widok zapiera dech w piersiach. Kilkanaście lub kilkadziesiąt słoni idzie uliczką wśród sklepów i ludzi w stronę rzeki. Słonie kąpią się i bawią w płytkich wodach, są czyszczone i pielęgnowane przez swoich opiekunów a także przez turystów, gdyby ktoś chciał spróbować. Oczywiście nic za darmo.

IMG_3723

IMG_3726

IMG_3727

IMG_3766

Nadszedł oczekiwany przez wszystkich moment – kąpiel słonia z nami na jego grzbiecie. Najpierw cały rytuał wsiadania. Chyba mam lęk wysokości, a na pewno za wąski rozstaw miednicy- wszystko po 15 minutach mnie bolało. Sama jazda wymaga umiejętności tanecznych. Trudniej niż na wielbłądzie. Słoń duży i krągły. Czułam jak zsuwam się po nim. Po przejażdżce wchodzimy z nim do wody. Ponowne akrobacje podczas wchodzenia na niego, po to by nabierając wody do trąby chlusnął nią na nas. I kto tu się mył? Hm nawet jeśli to my mieliśmy prysznic to bardzo szybko po tej atrakcji wskoczyłam pod najgorszy w moim życiu prowizoryczny prysznic niedomykający się i z wodą wątpliwego pochodzenia. Wtedy chciałam spłukać wodę z rzeki – tyle było w niej waranów – ale gdy dzisiaj o tym myślę to sama dziwię się swojej naiwności. Czy naprawdę liczyłam, że pod prysznicem jest woda z kanalizacji??? A nie z pobliskiej rzeki w której byłam przed minutami?

IMG_3857

Podobało nam się tam wtedy. Dzisiaj jednak po kilku podróżach, podczas których widziałam, że zwierzęta stanowią atrakcje dla turystów – mam nieco inną świadomość i wrażliwość. Mam pewność, że zwierzęta są źródłem nieustannego dochodu. Są wykorzystywane, często bite. Widok słoni w Chiang Mai z dziurami w głowie i płynącą krwią – do dzisiaj sprawia, że na to wspomnienie się wzdrygam. Zwierzęta? Owszem ale chyba tylko w naturalnym środowisku.


Teraz troszkę zdjęć z Negombo i okolic. Sri lanka będzie dla nas zawsze sentymentalnym wspomnieniem. Pierwszym dalekim miejscem, do którego dotarliśmy samodzielnie. Miejscem, w którym na pewno zakochał się Wojtek i chyba jedynym na razie, do którego chce wrócić.

IMG_4045

IMG_4051

IMG_4055

IMG_4082

Sri Lanka – pozostanie w mojej pamięci na zawsze i jest to jedyne miejsce, w którym poczułam niedosyt. Jest w tym kraju wiele miejsc, które koniecznie muszę zobaczyć. Pierwsza podróż i chyba zapłacone tzw „frycowe” wynikające z niepewności. Ale zawsze musi być „pierwszy raz”.


TEHERAN – MIASTO JAK STUDNIA BEZ DNA
Grudzień 19, 2016

JORDANIA – CUDNIE I PASKUDNIE
Marzec 11, 2017

Komentarze:

  1. Pingback: hedge basket

Dodaj komentarz