TOSKANIA UWODZI – SAN GIMIGNANO – PERŁA REGIONU

Z okien pociągu podziwiam w milczeniu toskańskie pocztówki – pagórki usłane winoroślami, strzeliste cyprysy i domki na wzniesieniach. We Włoszech ogarnia mnie zawsze nieopisany spokój, Carpe Diem uruchamia nam się z automatu. Ten stan umysłu sprawia, że czuję się szczęśliwa, wyciszona, otwarta na to co wokół mnie. Nie gnamy, nie pędzimy. Sama droga, nawet w pociągach jest celem samym w sobie, a nie środkiem do jego osiągnięcia. To jest właśnie kwintesencja podróży.

 

Ten dzień, pierwszy dzień w Toskanii, był wyzwaniem. Zainspirowani filmem o Sienie i  o średniowiecznym mieście San Gimignano, nie potrafimy sobie odmówić wizyty w nich.

Miasteczko San Gimignano okazało się piękniejsze niż na filmie. Pierwsze kroki skierowaliśmy do punktu widokowego by moc cieszyć się piękną panoramą tego, co za chwilkę będziemy radośnie penetrować. Z tego miejsca rozciąga się naprawdę malowniczy widok na całe miasto, jak również na otaczające go winnice Toskanii.

Spacerem docieramy do miasta, ale najpierw coś dla ciała, zanim dla ducha. Warto zatrzymać się w małych sklepikach, pełnych suszonych szynek, serów domowej roboty, win i przypraw. Na te chwile czekamy zawsze wybierając się do Włoch. Na ławce, na schodach, w parku można wraz z wieloma innymi smakoszami zjeść  te cienko krojone szynki i ostre sery. Polecam szczególnie Toskańskie Pecorino – ostry, wyrazisty smak, doskonale łagodzony winem Vernaccia z regionu San Gimignano.

Nasze spotkanie z miasteczkiem zaczynamy podobnie jak większość – wchodząc bramą miejską – Porta San Giovanni, najbardziej okazałą bramą ze wszystkich bram miasta i długą Via San Giovanni idziemy w kierunku Piazza della Cisterna. Po obu stronach ulicy zapraszają nas niezliczone ilości sklepików, a wyjątkowy włoski, merchandising  – który chyba nie ma sobie równego na świecie, sprawia, że trudno się oprzeć  i nie zajrzeć do środka.

Tak trafiamy do niezwykłego miejsca – Kościoła Św Franciszka. Dzisiaj jest w nim sklep z luksusowymi wyrobami wędliniarskimi i nie tylko – wszystko to co najwspanialsze w regionie można w nim znaleźć, oczywiście w wersji de lux. Po wizycie w Maastricht, wiem, ze obecnie kościoły mogą pełnić inne funkcje, i wiem też, że mi się to podoba. To miejsce poza artystycznie wyłożonymi produktami, oferuje również degustacje truflowych past, oliw, kremów i win. Tutaj też zostawiamy naszą walizkę. Może nie jest bardzo duża, ale zdecydowanie lżej bez niej. A zatem zaczynamy San Gimignano! Jesteśmy wolni i ciekawi miasta.

Po obu stronach placu witają nas długie kolejki …ludzi czekających na spróbowanie podobno najsłynniejszych lodów. Obie konkurujące ze sobą lodziarnie, od lat walczą o pierwszeństwo. I chyba całkiem skutecznie bo nagroda przechodzi z jednej do drugiej, by ponownie wrócić. Można powiedzieć zatem, że są równie dobre. My spróbowaliśmy lodów z jednej, w chwili gdy na moment zmniejszył się sznurek oczekujących. Dobre były.

Nazwa Piazza della Cisterna, pochodzi od studni znajdującej się na jego środku. Urocza.

Z tego miejsca przeszliśmy dalej, do Piazza del Duomo – jeden z dwóch najważniejszych i największych w mieście. Przy placu stoi kościół Collegiata di San Gimignano, zwany potocznie DUOMO. Plac otoczony jest charakterystycznymi wieżami. Miasto zwane jest dzięki nim właśnie – Miastem Stu Wież. Kiedyś było ich siedemdziesiąt dwie, teraz zostało tylko czternaście. Potężne, czworokątne wieże wznoszą się nad panoramą miasta. San Gimignano zawdzięcza im także inną nazwę Średniowieczny Manhattan. Najwyższa z nich ma 54 metry wysokości. Miały obronny charakter, ale także symbolizowały bogactwo i rangę miejscowej szlachty czy kupców. Im wyższa wieża, tym większe znaczenie miała dana rodzina. Te wyścigi związane ze stawianiem potężnych, wyższych od sąsiadów wież – znajdują swoje odzwierciedlenie również w przepięknej Sienie, ale o tym w odpowiednim czasie.

Na schodach przed Katedrą usiedliśmy na chwilkę, by zebrać siły do odwiedzenia Palazzo Nuovo del Podesta i wspięcia się na wieżę – Torre Grossa. Za bilet łączony w cenie 6,5 – rozpoczynamy wędrówkę. W Sali muzealnej uwagę przykuwają freski o nadal jaskrawych barwach, a z wieży rozpościera się przepiękny widok na otaczające hacjendy, winnice, pola winorośli i gaje oliwne. Ja jestem zauroczona. Z jednego miejsca tarasu widokowego do innego miejsca chodzę w zadumie i nie potrafię się nasycić obrazami. Sielskość i szczęśliwość. Już sobie wyobrażam to dolce vita. Dobrze tym ludziom. Z góry widzimy, że sporo hacjend ma spore baseny. Mnie by tam pasowało spędzić emeryturę.

Czas na Katedrę. Piękna w środku. Dostojna. Malowidła na ścianach przypominają Drogę Krzyżową, ale napewno nie mogą nią być…jest ich o wiele więcej…

Mnie zawsze fascynowały sufity. Są tak piękne…i nieustannie myślę w jak trudnych warunkach je tworzono. Czyż ten tutaj nie jest cudowny?

Najbardziej lubimy zagubić się w uliczkach. W Italii  zachwyca mnie umiejętność niby niechcącego dekorowania zieloną mini architekturą. Tu doniczka, tam kwiaty…a całość? Wspaniała.

Tuż przed Placem Cysterny, po prawej stronie jest wąska uliczka. Dochodzimy nią do knajpki z tarasem widokowym. A widok? Znowu sielski.

To miasteczko jest naprawdę niezwykłe. Perełka. Taka wisienka na torcie. Cóż my zaczęliśmy od wisienki – tak na zaostrzenie apetytu. Ot taki aperitive.

Informacje praktyczne:

  • Chcąc dotrzeć dość tanio do Toskanii warto wybrać opcje lotu do jednego z miast. W naszym przypadku było to połączenie Kraków – Pisa.
  • W Pisa z lotniska do centrum docieramy kolejką aeropuerto – citta. Koszt ok 2,70 Euro. 2 przystanki i oto jesteśmy
  • Jeśli ktoś chce dotrzeć do Krzywej Wieży – to jadąc kolejką należy wysiąść na stacji Pisa Rosarano
  • Dotarcie do San Gimingano: pociąg Pisa – Poggibonsi z przesiadką w Empoli. Koszt ok 8 Euro. Dalej spod stacji w Poggibonsi autobusem bezpośrednio do miasteczka, nr 130, koszt ok 1,20 euro
  • Powrót tak samo lub jeśli ktoś chce tak jak my dotrzeć dalej, do najpiękniejszego miasta  – Sieny, wówczas ma 2 opcje: albo z San Gimingano bezpośredni autobus do Sieny lub powrót do Poggibonsi i pociąg do Sieny ( 1 przystanek, 30 minut ) Obie opcje cenowo wychodzą podobnie 6-7 euro, ale w drugim przypadku trzeba liczyć się z dodatkowym dotarciem z dworca kolejowego w Sienie do centrum miasta. Nie jest to wygodna opcja.

Podsumowanie subiektywne:

San Gimignano to jedno z najpiękniejszych miasteczek jakie widzieliśmy. Toskańskie okolice są nieporównywalne z niczym.

Nawet nie mogę nic więcej napisać

Ja wogóle mało mówiłam w Toskanii

Widoki zapierały mi dech i odbierały mowę

Podobno to u mnie rzadkie

 

 

 

 

 

 


MAASTRICHT – SIELSKIE ANIELSKIE
Lipiec 2, 2017

SIENA – MIASTO DO UTRATY SŁÓW
Sierpień 25, 2017

Dodaj komentarz