DASENEH – PIĘKNI I SMUKLI

img_3176a

Mogłabym powiedzieć, że kobiety z tego plemienia są ładne, smukłe…a mężczyźni…cóż niewielu widziałam…faceci oddają się swoim przyjemnościom, czyli graniu w trudno dla mnie pojęte gry i odpoczynkowi.

Kolejny dzień. Pobudka. Wondu raz jeszcze chce ustalać plan zapewniając, że zależy mu na tym żebyśmy byli szczęśliwi więc jedziemy do Omorate. Paszporty w dłoń i w drogę, toż to na granicy z Kenią. Po drodze mijamy pola, pola…i od czasu do czasu wspaniałe budowle -imponujące kopce termitów.

img_3219

Upał niesamowity. Docieramy do miasteczka i przechodzimy spacerkiem do rzeki, aby w drewnianych łupinkach, dłubankach z litego drewna przepłynąć do plemienia Daseneh.img_3129

img_3132

Przewodnik powiedział, że to kobiety budują domy, dbają o dom, o dzieci, utrzymują dom.

– a mężczyźni ?– zapytałam

– no widzisz – odpowiedział – czasami wchodzą na drzewa by zobaczyć czy się jakaś zwierzyna albo obcy nie zbliża i grają

– i tak spędzają …życie? – pytam

– no tak, a teraz przetłumacz mężowi –prosi

– Nie – rzekłam rezolutnie krótko i stanowczo

– czemu nie? Przetłumacz

– nie

– czemu?

– jak to czemu?

Roześmiał się pojmując nagle, że przecież u nas jest odwrotnie i tak ma zostać

– ale ja rozumiem – na to odpowiada Wojtek z uśmiechem

– oj Łojtek – ty widzę co chcesz to rozumiesz – pokiwał  głową przewodnik z uznaniem

img_3146

img_3152

img_3140

Tutaj też mogę powiedzieć o mieszance emocji towarzyszących mi…Od razu otoczył nas tłum dzieci, ślicznych, uroczych, wciskających się w każdą twoją przestrzeń, niemal wchodzących na ciebie, prosząc o zdjęcie. Chwytały za wszystko, ręce, spodnie, bluzkę, oblepiały tak, że w pewnym momencie przestałam słuchać przewodnika tylko drżałam o to by niechcących któregoś nie pchnąć, nie nadepnąć…Próby wyzwolenia dłoni na nic się nie zdawały. Próby przejścia , przesunięcia się – kończyły się kolejna falą zrzutu drobnych rączek na moje ciało. Starsze dziewczyny były dość natarczywe. Nie ustępowały. Odpychały się , walczyły ze sobą , spoglądały wyzywająco głęboko w oczy i żądały zdjęć. Wojtek zdecydowanie lepiej sobie z tym radził. Ja nie.

Wizyta w tej wiosce była dla mnie najtrudniejsza…z czasem zaczęłam sobie radzić z tymi maluchami i przywykać do tej natarczywości.

img_3163

img_3169

img_3184

img_3182

img_3176

img_3173

img_3167

img_3155

Byli tak zdeterminowani że wrócili z nami do samochodu. Miałam w nim koszulki, trochę gadżetów…wszystko im dałam…

img_3193Po drodze spotkałam jeszcze chłopczyka wracającego ze szkoły, niósł zeszycik i podskakiwał wesoło. Zagadałam go. Zobaczyłam co w tym zeszyciku ma. Widziałam oceną – pytam co dostał. Trójkę. Pogadaliśmy chwilkę i z szelmowskim uśmiechem zapytał –  wskazując na moją mineralną – czy mogę mu dać. Nie wahałam się. Mówię -masz – i zanim dokończyłam te krótkie słowa wypowiadać już go nie było -biegł i krzyczał z radością – mam wodę mam wodę!!! Nie widziałam takiego szczęścia.

Wracamy do naszego campu. Spacer korytem rzeki…i odpoczynek pod mangowcami

img_3207


INICJACJA HAMERÓW – NIGDY TEGO NIE ZAPOMNĘ
Październik 7, 2016

KARO – CZYLI SZTUKA NA CIELE
Październik 8, 2016

Tagged: ,

Dodaj komentarz