Ameryka,  Kolumbia,  Podróże

ISLAS DEL ROSARIO – KOLUMBIJSKI CHILL

Wyspy Rosario (Corales Islas del Rosario) to malowniczy archipelag położony sto kilometrów na południowy zachód od Cartageny. Składa się na niego 27 koralowych wysp i wysepek. Są często określane jako ‌”karaibski​ klejnot Kolumbii” ze względu na swoje białe piaski i turkusowe wody. Nie dziwimy się. Mimo odległości łatwo i szybko można do nich dotrzeć.

Ze względu na niezwykłe walory przyrodnicze tego zakątka Kolumbii, został on objęty ochroną w ramach parku narodowego (Parque Nacional Natural Corales del Rosario).

Wycieczkę kupiliśmy w jednej z licznych agencji w Bocagrande. Była to całodniowa wyprawa z wyżywienie. Obejmowała rejs łodzią motorową do następujących miejsc:

– Dom Escobara

– Nurkowanie przy wraku jego samolotu

– Chillout na wyspie

– Przystanek na wyspie Cholón – z degustacją owoców morza

– Pobyt na Playa Blanca na Baru z lunchem również w postaci owoców morza i ryb

– Nocne oglądanie planktonu – i to naprawdę mogli sobie odpuścić

Cała wycieczka była bardzo przyjemna, ale nie obyło się bez pewnych delikatnych przygód. Ale po kolei…

Raniutko odebrał nas spod hotelu busik, którym dojechaliśmy do przystani. Tam już czekały łodzie motorowe i bardzo sprawnie ulokowano nas wg klucza – kto na jaką wyspę płynie.

Mijamy naprawdę ładne miejsca, motorówka sunie równym tempem, a my nawiązujemy konwersacje z Peruwiańczykami. Mamy trochę wspólnych tematów, no bo w końcu rok temu Peru skradło nam serca.

I tak sobie płynąc docieramy do interesujących zabudowań. Są pozostałości po świetności Escobara i z poziomu wody robią wrażenie. Nieźle facet się urządził w tym swoim dynamicznym życiu. Gdy myślę o takich żywotach zastanawiam się, czemu niektórzy ludzie nie wiedzą kiedy ze sceny zejść.

Widać również więzienie

Myśl o nim towarzyszy nam na tych wodach bo w planach jest też nurkowanie przy wraku jego samolotu. Dość wyraźnie widać skrzydło, ale prawdę mówiąc cała atrakcja jest dość przeciętna. Ja jestem z tych którzy wolą rybki niż wraki.

Lubię też „sprzedawców wodnych”


Wreszcie jest to na co czekałam. Chill na sympatycznej wysepce. Można się tutaj zatrzymać na noc. Hotel nazywa się KOKOMO. Jest tu dobre zaplecze – restauracja, domki, basen i naprawdę urocza zatoczka do której podpływają co rusz łódki wypełnione wszelakimi drinkami serwowanymi w ananasach – karaibski klimat czuje się bez dwóch zdań.

Na wyspie ślicznie… w zatoczce urokliwie. Gdzie człowiek nie spojrzy – aż serducho rośnie. Piękne miejsce.

Czas na pierwszej wyspie dobiegł końca. Płyniemy dalej.

Uwielbiam łódki – sklepy – oferują po zawyżonych co prawda cena różne dobra, ale czyż nie stanowią uroczego tła? Co prawda płyniemy na ceviche, ale czyż można się oprzeć?


Ceviche serwowane będzie na kolejnej wyspie – Cholon. Nie spodziewaliśmy się jednak, że trafimy na taki spęd. Tłumy ludzi upchanych przy stolikach w wodzie, dudniąca muzyka, lejące się alkohole… masakra. Przynajmniej dla nas. Jedyne co dobre to jedzonko i dodatkowo płatne tony ostryg. A za ten specjał my możemy wydać sporo.


Ostatni stop jest na plaży Playa Blanca. Wysiadamy z łodzi. Wysiadaliśmy wielokrotnie, wsiadając ponownie i tym razem niczego nie przeczuwając pozostawiliśmy w niej buty. Uznaliśmy, że przecież wrócimy i popłyniemy z powrotem do Bocagrande. Jakież było nasze zdziwienie po kilku godzinach gdy okazało się, że łodzi brak a powrót busem – a my? Boso!

Co z tego, że i tak nie planowaliśmy zabierać tych butów z powrotem do Polski, ale wracać po centrum Bocagrande boso…nocą…średnia przyjemność.

Ale najpierw nieświadomi niczego cieszymy się plażą i czasem tutaj spędzanym.

Plaża rzeczywiście jest bardzo ładna. Miękki piach, turkus morza…szkoda, że tyle ludzi. Tutaj jemy pyszny lunch i plażujemy, pływamy. Miejsce piękne.

Wspinam się by pooglądać plażę z góry

Tutaj zjadamy lunch – fantastycznie zrobioną rybę.

Ale my oczywiście nie przepuściliśmy okazji na deser…czyli….ostrygi

Ostatni punkt programu – pomińmy milczeniem – Zupełnie niepotrzebnie wybraliśmy nocne pływanie w poszukiwaniu planktonu. Wszystko to sprawiło, że bardzo opóźnił nam się powrót. Wróciliśmy około 23,00, a był to moment zmiany hotelu…część dalsza przygód nastąpi już ze Starej Cartageny i w nowych butach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *