PALOMINO I OKOLICE TAYRONA
Czas na relaks. Nie zbyt daleko Parku Tayrona są urocze hoteliki, plażyczki pełne palm i miejsca zupełnie odludne. Postanawiamy tu błogo poodpoczywać ciesząc się tymi widokami.
Wybraliśmy Hotel Isabella Tayrona. Bardzo ładny, butikowy z uroczym basenem i świetnym jedzeniem. Mieliśmy domek z wielkim tarasem i oczywiście z hamakami.



Otoczenie hotelu było przepiękne, zadbane, zielone, aż nie chciało się z niego ruszać

Wokół jest kilka plaż, ale niestety morze było bardzo wzburzone i kąpiel była niemożliwa.
Miejsce tak nas urzekło, że brak kąpieli w morzu nie wpłynął na nasz zachwyt. Każdy dzień wyglądał podobnie i tego było nam trzeba.
Zjadaliśmy pyszne śniadanie – choć serwowane to za każdym razem inne. Oczywiście królowały jajka pod każdą postacią, owoce i soki naturalne – i za to też uwielbiam Amerykę południową i środkową.
Potem był basen i leniuchowanie.
Zawsze jadaliśmy u kobiet gotujących w budach – dosłownie tak wyglądały te miejsca. O HACCP nie słyszeli tu zapewne. Ale nie ocenialiśmy po wyglądzie lecz po doznaniach smakowych.







Stałym punktem programu były spacery na plaże. Co z tego, że nici z kąpieli skoro samo dojście przez dżunglę było fascynujące. Zieleń buchała z każdej strony, wielość kwiatów z ferrią barw zachwycała nas.









Odkryliśmy też uroczy zakątek.











Niedaleko jest hipsterska wioska Palomino. Oj ma swój klimacik. Nawet żałowałam, że nie zostaliśmy tutaj na kilka nocy. Jest turystyczne, ale w przeciwieństwie do obleganych miejsc jest budżetowe. Ceny są naprawdę przystępne. Noclegi w przeróżnym standardzie – od hosteli po piękne hotele z basenami. I wszystko to do siebie pasuje, tworząc niesamowity klimat.








Palomino znajduje się bezpośrednio nad Morzem Karaibskim i posiada piaszczyste plaże. To też mekka dla surferów, a także dom rdzennych Indian. Kolumbijczycy całymi rodzinami zbierają się na plaży i jedzą, piją, rozmawiają. Przynoszą ze sobą krzesełka i tak spędzają czas.




A tu taki urok…taki klimat







Można powiedzieć że w pewnym sensie Palomino jest prawdziwym Macondo ze „Stu lat samotności”. Niedaleko w rezerwacie mieszkają Indianie Kogui. Jedni z ostatnich rdzennych mieszkańców tych terenów. W okolicach Palomino współżyją cztery grupy etniczne: Kogui, Arhuaco, Wiwa i Kankuama, które zachowują swoje zwyczaje, swój język. Dzielą terytorium, które geograficznie jest bardzo zróżnicowane. Od wiecznego śniegu i arktycznych temperatur, po ciepłe i wilgotne piaski Morza Karaibskiego, poprzetykane rzekami, które sprzyjają rolnictwu. Uprawia się tu owoce tropikalne, mango, banany, papaya czy ananasy. Rdzenni mieszkańcy tych ziem, którzy przetrwali podbój Hiszpanów, uważają zaśnieżone szczyty za centrum świata. Religie i wierzenia przenikają się wzajemnie.
W hotelu zawsze na nas czekała nasza ulubienica

Podsumuję tak: fajne miejsce 🙂
PARK TAYRONA - KRÓLOWA JEST TYLKO JEDNA
Może Ci się spodobać
MACHU PICCHU – SIÓDMY CUD
13 lipca 2024
PARK TAYRONA – KRÓLOWA JEST TYLKO JEDNA
27 listopada 2025


