Ameryka,  Kolumbia,  Podróże

PARK TAYRONA – KRÓLOWA JEST TYLKO JEDNA

To najpiękniejszy Park w Kolumbii, znajdujący się nad Morzem Karaibskim oddalony ok 30 km od miasta Santa Marta. Park zachwyca swoją różnorodnością fauny i flory i pięknymi plażami Dżungla jest domem dla wielu zwierząt, zamieszkują tam małpy, papugi, małpy, leniwce, żółwie, iguany.

Ciekawostka – Skąd wzięła się nazwa Parku Tayrona?

Nazwa Parku Tayrona nawiązuje do starożytnej ludności indiańskiej, która zamieszkiwała górski region Sierra Nevada de Santa Marta przed czasami hiszpańskiej konkwisty. W trakcie jej trwania życie straciło bardzo wielu Indian, co zmusiło pozostałych do ucieczki i ukrywania się w wyższych partiach gór. Dzisiaj w Parku pracują – wynajmują konie, którymi można przemierzać ten rozległy teren. A oto przedstawicielka 🙂

Informacje praktyczne

  • Bazą wypadową jest Santa Marta, a konkretnie miejski targ Mercado de Publico – na rogu Carrera 9 i Calle 11.  Autobusy są opisane – Tayron. Kierowca pyta gdzie dokładnie chcemy wysiąść co jest bardzo wygodne. Przejazd trwa godzinę
  • Do Parku dojedziemy też z Palomino. Również podróż trwa godzinę
  • Wejścia do Parku są dwa: El Zaino (główna brama) i Calabazo.
  • Na terenie parku warto spędzić choć jedną noc – baza jest zróżnicowana – od hamaków, namiotów po hoteliki z basenem
  • Park Tayrona jest zamykany trzy razy do roku na okres dwóch tygodni, aby natura mogła odpocząć od turystów. W 2023 roku są to: 1-5 luty, 1-15 czerwca oraz 19 października – 2 listopada. W każdym roku daty te mogą się nieco zmieniać. Park jest też zamykany gdy są znaczne opady deszczu.

Przygodę czas zacząć

A zaczynamy ją od chilloutu. Przed zwiedzaniem Parku, chcemy nieco odpocząć – w końcu od przylotu do Kolumbii jesteśmy nieustannie w trasie.

Zarezerwowaliśmy więc uroczy hotelik – Eco Hostal Kuima Okazał się przeuroczym, z basenem, pięknie i oryginalnie urządzonym domkiem z tarasem.

Łazienka była bardzo ciekawa

W hotelu spędzaliśmy czas leniwie, pływając w basenie, wylegując się i zbierając siły na kolejny dzień czyli na przygodę w Parku.

Hotel znajdował się tuż przy rzece. A w niej głazy, które uwielbiam – przypominają mi te z Similanów, RPA i Seszeli…no oczywiście w wersji mini.

Bardzo blisko hotelu jest świetna, niepozorna knajpka – The Coconuts – jedzenie doskonałe, tanie a do tego wspaniałe soki. Warto podkreślić, że jest możliwość płacenia kartą.

Dzięki bliskości hotelu do Parku – mogliśmy po wczesnym śniadaniu od razu wyruszyć. Nie uszliśmy daleko i już złapały nas moto-taksówki. Stałą cena 5 zł i po chwili jesteśmy przy głównym wejściu. A tram już spory tłum. Z godziny na godzinę stawał się coraz większy – więc znowu zasada – im wcześniej tym lepiej.

Kilka informacji praktycznych:

– w bliskiej okolicy Parku jest mnóstwo kafejek, stoisk z owocami  i sklepów

– przed wejściem można wymienić pieniądze, ale kurs nie jest korzystny

– po zakupie biletu można podjechać busikiem do skrzyżowania Canaveral – potem trekking lub konie ( cena za konie zależy od tego dokąd chce się jechać)

Nasza przygoda zaczyna się w tym właśnie miejscu – busem jedziemy do hotelu w którym spędzimy noc – Casa de Campo Castille.

Miejsce jest niezwykłe i dla każdego. Chcesz spać w pokoju z łązienką – proszę bardzo. Wolisz namiot? – jest i namiot i to w gaju palmowym. Chcesz budżetowo? – są hamaki To hotel z basenem, z mnóstwem palm i przy samej plaży. Teren jest zadbany, a kuchnia doskonała.

Tu zostawiamy plecak, zabieramy mapę otrzymaną w recepcji i w drogę. Ścieżki często się mocno zwężają, po drodze napotykamy co krok na błoto.

Do Canaveral musieliśmy dojść, by dopiero z tego miejsca wypożyczyć konie. Cena 60 zł. Droga nie jest łatwa, nawet znającym je koniom jest momentami ciężko.

Mój koń okazuje się łakomczuchem – co chwile przystaje by zjadać wszystko co zielone i zjadliwe. Gdy chcę go odciągnąć od jedzenia – wkurza się.

Widoki to przede wszystkim soczyście zielona roślinność, porośnięte mchem głazy.

Docieramy do wioski, robimy sobie przerwę. Tu można coś zjeść, czegoś się napić…popodglądać rdzennych mieszkańców

Kolejna plaża na szlaku to Arrecifes. Otoczona jest ona ogromnymi głazami i skałami, z których można podziwiać piękne widoki. Przez wzburzone fale i silne prądy obowiązuje tutaj zakaz kąpieli. Wiele osób się kąpało i ja też. Mamy chwilę dla siebie bo konie muszą odpocząć. Niestety nie skończyło się to dla nas dobrze – Wojtek postanowił puścić Antka. Udało się zrobić kilka zdjęć i Antek utonął.

Na pocieszenie zostały zdjęcia i wspomnienia.

W Parku często pada. Co prawda deszcz zaczął się gdy już wróciliśmy do hotelu ale dość skutecznie przeszkodził nam w czerpaniu radości z tego miejsca. Zdążyliśmy popływać w basenie, jednak niestety nic więcej. A plaża w tym miejscu była zjawiskowa i aż się prosiła by na niej rozprostować kości. Padało całą noc i kolejny dzień. Padało tak intensywnie, że zamknięto park.

Dla nas to takie szczęście w nieszczęściu. Udało nam się być w Parku, deszcz nie pokrzyżował nam planów choć przeszkodził w nacieszeniu się naprawdę wspaniałą miejscówką.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *