Albania,  Europa,  Podróże

KANION OSUNI – WIDOKI ZA MILION DOLARÓW

Na wiele tygodni przed przylotem do Albanii odnaleźliśmy w sieci firmę, która organizuje raftingi. Nasza kolejna miejscówka była wyborem podyktowanym właśnie spływem. Jednak gdy szukaliśmy miejsca noclegowego i odkryliśmy Guest House Brakaj – wiedzieliśmy, że czy rafting będzie czy nie – rezerwujemy!

Odległość między Berat, a naszym kolejnym miejscem, tym samym raftingiem nie jest duża, między innymi dlatego jeśli ktoś chce zrobić rafting z Berat nie będzie miał z tym problemu.

MOST KASABASHI

Zanim dotarliśmy do wymarzonego hotelu, zatrzymaliśmy się przy wcześniej zlokalizowanym moście – Kasabashi Bridge


HOTELIK – GUEST HOUSE BRAKAJ

Hotel faktycznie nas zachwycił. Przede wszystkim ma może rok – wszystko pachnie nowością. Meble są nowe, proste, pokój bardzo ładny, łazienka dobrze wyposażona.

… ale najlepsze w tym wszystkim jest to co się dzieje z człowiekiem po wyjściu na taras – nie wiesz czy chwytać za aparat, czy tańczyć z radości, czy może lepiej spoglądać na Kanion w bezruchu.

Jeszcze ciekawiej robi się gdy wychodzimy na zewnątrz. Gospodarze pomyśleli o zrobieniu zadaszonej altanki, w której siedząc można niemalże dotykać kanionu. Oto widok na nią. Trzeba uczciwie powiedzieć – Kanion jadł nam z ręki.


AUTOSTOPEM DO KNAJPY

Szybciutko odświeżyliśmy się, przebraliśmy, dogadaliśmy kolację i w drogę. Kanion Osuni to prawdziwa albańska perełka, a my byliśmy spragnieni takich widoków.

Wybraliśmy się na spacer w kierunku wyszukanej w necie knajpki. Ale idąc tak… i idąc pomyśleliśmy, że może spróbujemy autostopu w Albanii. No i nic prostszego. Pierwsze mijane auto zatrzymało się od razu, i z radością kierowca podrzucił nas do knajpki. Wniosek z tego, że Albania podobnie jak Gruzja jest bardzo przyjazna autostopowiczom. Okazało się, że kierowca jest albańczykiem mieszkającym w Tiranie lecz nigdy jeszcze nie był w tych okolicach.

A knajpka? No cóż… taka jakaś zaniedbana, jedzenia już nie uświadczysz, a jedynie napitek. Właściciele sami się raczą ichniejszą wódeczką. Kozy w zagrodzie… swojsko. Chyba dość mocno podupadła. I aż trudno w to uwierzyć, bo jest w genialnym miejscu.

Możecie ją odnaleźć wyszukując w google maps – Osumi Canyon viewing point. Mimo tego, że zaplecza gastronomicznego brak to ma coś wyjątkowego.

Otóż dostrzegliśmy platformę widokową należącą do lokalu. Aż nam dech zaparło. Jakie piękne widoki! Chyba jeszcze piękniejsze niż z naszego hotelu, a to za sprawą formacji skalnych i koryta rzeki.

Wracaliśmy też autostopem – spodobało nam się.

Czas kolacji zbliżał się wielkimi krokami, a skoro jedyny lokal w okolicy w sumie nie funkcjonował to byliśmy skazani na jedzenie w hoteliku. I bardzo dobrze, bo okazało się, że gospodyni sama wszystko przyrządza. Usiedliśmy więc na tarasie i zjedliśmy pyszne albańskie dania.

Z takim widokiem wszystko smakuje inaczej, a że kolacja w ogóle była bardzo dobra to czuliśmy się jak w niebie.

Miejsce jest jak z bajki.


RAFTING W KANIONIE OSUNI

Kolejny dzień w połowie przeznaczyliśmy na fajną przygodę czyli  na rafting. Widzieliśmy kanion z góry…z naszego hotelu…z wielu innych miejsc, ale nie byliśmy w nim. To znowu zupełnie inna perspektywa. A my lubimy się nią bawić.

Firmę znaleźliśmy jeszcze w Polsce. Ustaliliśmy wstępne warunki i dzień przed skontaktowaliśmy się ze sobą by je potwierdzić. Świetnie chłopaki mówią po angielsku, więc bez żadnych problemów ustaliliśmy szczegóły. Podjechaliśmy do punktu zbiórki do Albania Adventure Park. Dopiero na miejscu dokonaliśmy wpłaty. Wszystko odbyło się bardzo na czas.

Dostaliśmy ubranka czyli pianki, kamizelki i w wygodnych szatniach przebraliśmy się. Podzielono nas na grupy. W sumie płynęło osiem pontonów, a w każdym po około sześć osób.

Zaczynamy zabawę

Rafting zaliczyłabym do łatwych i bardzo przyjemnych. Raczej widokowy niż adventurowy. Jednak w takim kanionie o widoki chodzi właśnie. A te były zniewalające.

Podpływaliśmy do wodospadów i do rwącej części rzeki. Mogliśmy pod wodospady wchodzić z radością dziecięcą. Przypominała nam się Wenezuela – i wodospady Canaima – ale wiadomo to nie to. Niemniej przyjemnie i radośnie. Pływanie w rzece? Mnóstwo frajdy. Dobrze jest się powygłupiać i trochę ochłodzić.

Gdybym jednak wiedziała, że są w niej węże nigdy bym do niej nie weszła. A skąd wiem? Bo akurat do naszego pontonu, a konkretnie na moje stopy wpłynął taki jeden przyjemniaczek. Niczego się tak nie brzydzę jak węży, żmii i innych padalców…fuj.

Zostaliśmy ewakuowani z pontona. Wąż wyrzucony, a ja szybko wróciłam do wiosłowania i podziwiania. Było minęło – zdjęcie pozostało i świadomość.

Widoki były obłędne. Każda formacja kojarzyła się z czymś innym. Słońce podświetlało skały i wszystko to sprawiało, że chciałoby się tak wiosłować i wiosłować.

Około 13.00 rafting się skończył i terenówkami przewieźli nas do punktu wyjścia. Fantastyczny czas. Świetna organizacja. tak się zastanawiam – kiedy przestanę mieć w sobie Małego Księcia…


WIDOKI

Po raftingu…mimo przyjemnego zmęczenia – nie odpuszczamy. Tu jest pięknie. Wszędzie. jedziemy jeść. Knajpa jak buda. a jagnięcina najlepsza. Knajpa świetna- wszystko tak prowizoryczne, że aż urocze. Jak to w Albanii – jedzenie dobre i dużo na tyle, że czasami jedna porcja wystarcza.

Mosty faktycznie są przepiękne. Musieliśmy puścić naszego Antka czyli drona by ukazał nam je z innej perspektywy.

I ten zachód słońca w Osuni

belgia Braga Bunaken Cebu Celebes chania Coba Da Nang Daseneh El Nido etiopia flores Gozo Gwadelupa hanoi Hemingway Ik-kil indonezja iran jawa Komodo Konso kreta kuba Kvareli Lalibela marble mountan Małe Antyle mojito Nazare Oman Oslob Palermo plaża plaże porto Prambanan Rinca siena sulawesi tana toraja trynidad Turmi Waran zanzibar;

komentarzy 9

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.