Europa,  Grecja,  Korfu

TRASÓWKA PO KORFU

Mieszkanie w kilku miejscach wyspy to też świetna okazja do przemieszczania się i to nie tylko głównymi drogami. Właściwie w przypadku Korfu można mówić o kilku głównych drogach. Na ogół jeździliśmy wąskimi, krętymi, nie rzadko szutrowymi i na dodatek gubiąc się nawet z gps-em. Na tej wyspie gps żył swoim życiem. Jednak bardzo nam to nie przeszkadzało bo dzięki temu trafialiśmy w różne fajne miejsca, choć nie zawsze tam gdzie akurat chcieliśmy.

ACHILION

Przenosząc się z Kavos najpierw udaliśmy się do Achilionu. Podjeżdżając w górę mijaliśmy się na zakrętach z autobusem – no przyznać muszę, że nie wierzyłam że to jest możliwe, ale nie bez powodu wielu wychwala umiejętności tutejszych kierowców.

Sam pałac bardziej spodobał nam się z zewnątrz. W środku jest udostępniony tylko parter, a dodatkowo wyposażenie sal wydawało się dość przypadkowe.

Najpiękniejsze są misternie zdobione schody, zwane „schodami bogów”. A dlaczego? Bo właśnie symbolami Bogów Starożytnej Grecji są ozdobione.

Pałac został wybudowany w 1890 roku przez Cesarzową Elżbietę, potocznie zwaną Sissi ku pamięci jej tragicznie zmarłego syna, Rudolfa. Pałac był letnią rezydencją Sissi oraz jej rodziny przez kolejne kilka lat.

Po tragicznej śmierci Sissi pałac był opuszczony i zamknięty aż do roku 1907, kiedy to jego właścicielem został niemiecki cesarz Wilhelm Kaizer II. Zakupił go, ponieważ w owym czasie królową Grecji była jego siostra – Zofia.

Choć ogród jest zaniedbany to warto po nim pospacerować. Jest w nim wiele rzeźb, a wszystkie nawiązują do mitologii. Stąd też nazw pałacu – Achllion czyli Achilles. W ogrodzie nie sposób nie zauważyć dwóch ogromnych posągów – Umierającego Achillesa i Zwycięskiego Achillesa.

Ogród jest pełen pięknych kwiatów. Spacer po nim to fajna odskocznia od plażowania.

OBSERWATORIUM WILHELMA

Jadąc dalej docieramy do Obserwatorium Wilhelma nazywanym również Tronem Wilhelma. Taras widokowy został tak nazwany ze względu na to, że na początku XX wieku niemiecki cesarz Wilhelm wieczorami przychodził na to miejsce, aby podziwiać zachody słońca, gdzie ustawiono tron dla jego wygody. Czy widok nas oczarował? Nie. Być może dlatego, że byliśmy o innej porze dnia i nie mogliśmy napawać się zachodem słońca?

Czy specjalnie bym się tam wybrała? Nie, ale jadąc nieopodal warto się zatrzymać w tym miejscu, zwłaszcza, że miasteczko Pelekas jest urocze. Kawa wypita tutaj smakuje wyjątkowo.

ANGELOKASTRO

Jeśli macie trochę więcej czasu, to w pobliżu znajdują się jeszcze pozostałości bizantyjskiego zamku Angelokastro. Jednych zachwyca, inni twierdzą, że nic specjalnego. My ominęliśmy, ale może niesłusznie?

Zamek Anioła zbudowany został najprawdopodobniej w XIII wieku, za czasów bizantyjskich. Miał służyć do obrony przed piratami. Według opowiadań zamek nigdy nie został podbity przez piratów czy Turków lecz dopiero przez Brytyjczyków, a samo Angelokastro było kiedyś stolicą wyspy.

i cudowna trasa widokowa… Gdzie nie spojrzysz pięknie, pod warunkiem, że nie jest to widok na deskę rozdzielczą chłopaków

A gaje oliwne nas powalały.

DESTYLARNIA VASSILAKIS

Następnie udajemy się do niewielkiej wioski Agios Ioannis, gdzie znajduje się jedna z największych i najstarszych destylarni likierów kum – kwat na Korfu – Vassilakis. To właśnie tam dowiadujemy się wszystkiego o tych cytrusowych owocach. Tam też czeka na nas degustacja greckich produktów i czas na zakupy. Koniecznie konfitura z Kum Quata.

AGIOS GEORGIOS

To była nasza kolejna baza wypadowa. Piękna, długa plaża, przepiękne widoki i zachody słońca, knajpki z pysznym jedzeniem, ale z drugiej strony gdzie w Grecji nie jest pysznie?. Bliskość do Porto Timoni i Paleokastritsy to też niewątpliwe zalety tego miejsca. Teraz tylko widok …

OLD PERITHIA

Old Perithia – Wioska Stara Perithia została wybudowana w górach przez mieszkańców Korfu w 14 wieku. W 12-14 wieku większość wiosek wyspy budowano z dala od morza by czuć się bardziej bezpiecznie ze względu na liczne najazdy tureckie.  Mieszkająca tutaj ludność zajmowała się hodowlą owiec i rolnictwem. Dzisiaj ze 130 domów niewiele pozostało. Taki to troszkę smutny widok, lecz chyba też znak czasów.

Dzisiaj, latem jest czynnych kilka tawern. Postanowiliśmy  w jednej z nich zjeść i z pewnością mogę ją polecić – Tawerna Capricorn. Jak twierdzi właściciel, wszystko jest domowe i  jest dziełem jego mamy.

SERPENTYNY

A teraz czas na serpentyny. U stóp kolejnego ślicznego miasteczka – Sokraki – znajdujemy punkt widokowy, z którego możemy podziwiać kręte drogi wśród zieleni porastającej wzgórze. W Cafe Chery pijemy wino i kawę. Uwielbiam takie klimaty. Mogę zostać tu na chwilę i zapomnieć ILE. Cudo.

Taka mała wyspa, a tyle piękna. Taki klimat. Taka różnorodność… Nie spodziewałam się. To był wyjazd impulsywny, ale czyż takie nie są najfajniejsze – jeszcze w super towarzystwie. Pamiętajcie – Towarzystwo dobrych ludzi to podstawa.

Jazda po tej wyspie to sama przyjemność połączona z adrenaliną, ale to już dzięki wybitnym zapędom naszych chłopaków. Korfu bez auta to grzech zaniechania. Można naprawdę do pięknych zakątków dotrzeć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *