Europa,  Grecja,  Kreta

BALOS I GRAMVOUSA – CZARNA PERŁA MORZA KRETEŃSKIGO

Czas na faworyta. Pierwsze miejsce na podium zdobywa Balos. Jedno z piękniejszych miejsc jakie widziałam, a podobno sporo widziałam. Delikatny, biały piasek pod stopami, krystalicznie czysta, bardzo płytka woda o barwie turkusowo-szafirowej, ale najpiękniejszy jest widok z góry. Trzeba się na nią wspiąć, więc zmęczenie i zadyszka w pakiecie lecz rekompensata z nawiązką. To jest obłędne miejsce.

Do końca nie mogliśmy się zdecydować czy wybrać się na wyspę samodzielnie autem czy skorzystać z rejsu statkiem. Za autem przemawiała niezależność no i to, że przecież je mieliśmy. A za statkiem możliwość dotarcia jeszcze na Gramvouse. No i to był argument, bo na Gramvouse można dotrzeć jedynie statkiem wyruszającym z Kissamos.

Na Gramvousie znajduje się położona na wzgórzu Twierdza Wenecka . Powstała ona w XVI wieku, by bronić się przed najazdem Turków Osmańskich. Strategiczne położenie twierdzy pozwalało Wenecjanom mieć pełną kontrolę nad cieśniną między Kretą a Peloponezem. Ostatecznie Turkom udało się jednak podbić całą Kretę i zdobyć twierdzę. Obecnie można podziwiać pozostałości po budowli. Do twierdzy prowadzi kamienista, stroma droga, dlatego należy przygotować się na męczący, ok. 20-minutowy spacer. Zadyszka murowana – jednak widoki pocztówkowe.

 

 

Fota naj naj

Pięknie widać Balos…..


 

 

 

Zaczęliśmy od wspinaczki, a na koniec, na deser zostawiliśmy sobie plażowanie. Wszystko jest tak przeliczone czasowo, że da się to pogodzić.

Plaża jest piękna, piaszczysta…a  woda krystaliczna, czysta. Inną atrakcją tego miejsca jest wrak statku, który stał się chętnie fotografowaną wizytówką wyspy. Statek „Dimitrios P” w 1967 roku wypłynął ze znajdującego się w środkowej Grecji miasta Chalkida i miał dopłynąć do Afryki Północnej. Z powodu złej pogody zakotwiczył ok. 200 m od wybrzeża Gramvousy . Burza nie ustawała, załoga była więc zmuszona do opuszczenia statku, który częściowo się zatopił. Przez lata stał się on wrakiem i do dzisiaj stoi przy brzegu wyspy.

 

 

Wszystko co piękne kiedyś się kończy i już spieszymy na statek by popłynąć dalej. Cel – laguna Balos, którą można zresztą dostrzec z Twierdzy Weneckiej, ale z drugiej strony. Statek był duży, ludzi mnóstwo. Jaki dystans fizyczny w czasie pandemii? Nie ma opcji. Przyszliśmy pół godziny wcześniej i miejsc siedzących prawie nie było. Na statku można kupić jedzenie, wino…i podziwiać linię brzegową.

Wreszcie jest – nasz cel wyprawy. Nie bacząc na innych od razu kierujemy się na górę by ujrzeć  Lagunę w całej krasie. Gdy po raz pierwszy zobaczyłam Balos na zdjęciach – wiedziałam, że nawet kosztem braku czasu na kąpiel w tych cudnych lazurach, muszę tam się wspiąć by nasycić oczy przepięknym widokiem. CUDO!!!

To co jest fajne to możliwość kupienia piwa na szczycie – w nagrodę za wspinaczkę.

 

Okazało się, że i popływać zdążyliśmy. Muszę przyznać, ze decyzja o popłynięciu była bardzo dobra. Bez stresu – mogliśmy w absolutnym błogostanie zobaczyć najpiękniejsze miejsca Krety. Dziś z pełną świadomością mogę przyznać, że po zjechaniu całej wyspy to właśnie Balos najbardziej nas zachwyciło.

Naj naj wspanialszym byłaś nam…przepięknym miejscem.

komentarzy 5

Skomentuj Edyta Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.