Europa,  Grecja,  Kreta

AGII APOSTOLI – PERŁA W KORONIE CHANII

Czternaście lat temu byliśmy na tej pięknej wyspie. Zawsze mieliśmy w planach powrót aby zwiedzić zachodnią część, ale świat nas pociągał, im dalej tym bardziej ekscytująco, kraj za krajem, miejsce za miejscem. Rozsądnie uznaliśmy, że zostawimy Europę na czas emerytury. Kto by przypuszczał, że zadzieje się to tak szybko i to w wieku jeszcze nie uprawniającym do świadczenia.

I bardzo dobrze się stało, bo człowiek spędza godziny w samolotach lecą na koniec świata, a tu taka piękna Europa. Kolory wody niczym na Malediwach, temperatura jak na Karaibach, a widoki nieporównywalne z niczym.

 

Kreta. Lądujemy w sierpniu na lotnisku w Chanii. Zaraz po wyjściu z terminala czeka na nas młody chłopak z kluczykami do auta. Odpalamy nawigację i w drogę. Kilka kilometrów dalej wynajęliśmy pokój w kameralnym hotelu przy plaży. Nie NA PLAŻY…trzeba przejść kilka kroków lasem sosnowym – niczym nad naszym morzem. A zatem blisko i pachnąco. A co ciekawe mamy w odległości kilku kroków 3 plaże. A zatem do wyboru każdego dnia. Cudownie zmieniać otoczenie, zwłaszcza, że wszędzie przepięknie.

Co drugi dzień wyjeżdżaliśmy na wycieczki. Dlaczego co drugi? Bo te piękne zatokowe plaże przy hotelu bardzo nas kusiły. Dzięki takiej organizacji odpoczęliśmy jak nigdy.

Zacznijmy od wybranej przez nas zatoki – plaża nazywa się Iguana beach. Od razu pierwszego dnia poszliśmy poleżeć na niej i posłuchać szumu fal. Nareszcie!!! Tego mi bardzo brakowało. Zdjęć z tego wieczoru brak. Byliśmy tylko my, a aparat odpoczywał przed kolejnymi dniami. Zbierał się w sobie.

Ale już następnego odkryliśmy publiczną plażę – Agii Apostoli i zakochaliśmy się w niej z powodu uroków, widoków i pustki. To niezwykłe – mieć poczucie, że jesteś sam na plaży tak pięknej i kolorowej.

Dodatkowo na tej plaży są dwa bary, w których można napić się piwa, wina, i pysznej mrożonej kawy. Robią ją po mistrzowsku.

Na tej plaży jest ładna jaskinia, a spacery do niej były naszą jedyną aktywnością ?

Leżaki i parasole są płatne. Chyba 8 E za komplet, ale my latamy zawsze z naszą tzw. Szmatką, bo co jak co ale ja uwielbiam czuć miękki piasek pod sobą. Po prostu uwielbiam. Wtedy czuję, że jestem na wakacjach. To był totalny reset, relaks. Zawsze aktywnie spędzamy urlopy, a tym razem narzuciliśmy sobie rytm – dzień na plaży, dzień w aucie i zwiedzanie, i tak naprzemiennie. Dzięki temu mogę powiedzieć, że był to najbardziej relaksujący z urlopów, no może tak jak Zanzibar.

 

Iguana Beach – kolejna śliczna plaża zatoczkowa. Co prawda bez baru, ale za to chyba jeszcze mniej jest ludzi. Na lewo jest kościół na wzgórzu. Bardzo ładny w środku.

I widok z sąsiedniej plaży na Iguana Beach

Trzecia pod względem urody jest według nas plaża Glaros – najdłuższa i tutaj można poszaleć w falach. Przychodziliśmy tu poskakać. Niestety bardzo upodobałi ją sobie rodzice z dziećmi, więc było najgłośniej i najtłumniej. Wpadaliśmy tutaj na chwilę, bo całego dnia nie mogłam wytrzymać, mając świadomość, że po sąsiedzku są takie urocze plażyczki.

Cały region jest po prostu przepiękny. Ten znaleziony na Booking hotel ma tak doskonałe położenie, że chętnie bym do niego wróciła. Hotel naprawdę niewielki, ale w dobie Covida o to nam chodziło. Zresztą chyba wyrośliśmy z wielkich hoteli w opcji all. Wystarczył nam pokój z widokiem na basen. Śniadanie były serwowane – podobno najlepsze w regionie bo typowo greckie, oj nie…kreteńskie…ale oczywiście po zmierzeniu temperatury. Kuchnia była doskonała. Nie bez powodu najwyżej oceniana na portalu Tripadvisor. Talos Hotel naprawdę nam się podobał.

Nasz apartament składał się z sypialni i salonu z kuchnią. Balkon z widokiem na basen przyciągał nas co wieczór. Najlepsza w tym hotelu jest kuchnia. Jedliśmy tu przepyszne ośmiorniczki i mule. Strzał w dziesiątkę! Zapraszamy na salony.

Kuchnia w hotelu rzeczywiście sławna w całej okolicy, ale jedzenie smakowało nam wszędzie.

Wiele restauracji jest pozamykanych, aż żal patrzeć jak niszczeją, ale te czynne zachwycają menu. Już zapomniałam jak dobrze smakuje kuchnia grecka.

Zacznijmy od tego, że cudowny jest zwyczaj  częstowania gości owocami lub ciastem oraz rakiją na koniec posiłku . Uwielbiam to!

Zacznijmy ucztę

Faszerowane pieczarki

Musaka

Tzatzyki

Pieczone ziemniaki

Ślimaki

Schabowego przedstawiać nie trzeba. Tak tak…jedliśmy też zwykły kotlet, a to dlatego, że zatęsknił Wojtal za polską kuchnią

Rybeczki

Pyszne mule. nr 2 po tych najlepszych w RPA

Meze czyli półmisek przekąsek.

Kulki mięsne

i na koniec owoce

Położenie hotelu było tak dobre, że mogliśmy wyskoczyć na trasę w kilka minut. A zatem jedziemy – zabieramy was na Elafinisi – plażę z powodu której wrócilismy na Kretę.

komentarzy 7

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.