Ameryka,  Karaiby

ELEGANCKA MARTYNIKA – CZĘŚĆ II

Właściwie nie czułam na tej wyspie Karaibów, co nie znaczy, że jej nie polubiłam i nie podobała mi się. To co na niej zastaniemy, to na pewno ład i porządek, szerokie, dobre drogi, eleganckie budynki w głębi wyspy, a i nawet palmy wydają się rosnąć równo i w szeregu.  Od początku mieliśmy założenie, że wrócimy na Martynikę, przede wszystkim ze względów logistycznych rejsu, który był celem nadrzędnym, a poza tym było jeszcze kilka miejsc, które chcieliśmy zobaczyć.

Martynika i Gwadelupa według nas, w przeciwieństwie do innych wysp należących do Małych Antyli, są na tyle duże, że można na nich spędzić po tygodniu, lub jak ktoś lubi, nawet więcej czasu.

 

W tym wpisie pokażemy Wam miejsca, których nie znajdziecie w pierwszym. Gdybyście jednak chcieli sobie złożyć całą wycieczkę to pierwszy opis jest tutaj. – CUDOWNA MARTYNIKA

Skoro centrum wyspy znaliśmy dość dobrze, to tym razem, , postanowiliśmy zamieszkać przy samej plaży. Wybór  padł na  nasz ulubiony półwysep Les Trois-ilets i niewielką   L’Anse a L’ane. Miejsca noclegowego  nie polecam, no chyba, że ze względu na położenie, przy samej plaży, przy fajnych knajpkach i markecie. Jednak sam obiekt Courbaril Village, okazał się bez ładu i składu, obsługa również. Ale na szczęście nie po to tam przyjechaliśmy.

Jako że na cały czas naszego pobytu wynajęliśmy auto, podróżowaliśmy do tych miejsc, których wcześniej nie zobaczyliśmy.

Zaczęliśmy od czarnych plaż na zachodzie wyspy. Pierwsza to Plage du Coin. Tutaj trafiliśmy na zawody kajakarskie – było więc mnóstwo miejscowych, sprzyjał temu też dzień tygodnia jakim była niedziela.

Trzeba pamiętać, ze w niedzielę sklepy są zamykane o 13,00, restauracje też nieco wcześniej ( jedna z naszych ulubionych z najlepszym espresso już o 18,00 )

Plaża jest długa, dość szeroka, z ciemnym jak wspomniałam piaskiem, lecz nie takim czarnym jak na Teneryfie. Bardzo ładne pochylające się palmy dodają jej uroku. Szkoda tylko, ze niebo było na ogół zasłane chmurami po tej stronie wyspy.

Z tą plażą sąsiaduje Carbet, bardzo podobna, ale wydała się dużo spokojniejszą. Tylko wejście do wody jest kamieniste. Jest tutaj fajna knajpa w kreolskim stylu z bardzo przystępnymi cenami i wspaniałe palmy z gęstymi pióropuszami, nam do złudzenia przypominające te które podziwialiśmy w Wenezueli.

Przejechaliśmy się na północ wyspy w kierunku wulkanu Pelee, licząc na cudne widoki, ale zamiast nich były chmury…i tylko chmury. Nie dane nam było podziwiać szczyt, musieliśmy się zatem pocieszyć dobrym obiadem. i widokami z trasy

Bo niestety ten na wulkan był tylko taki

 

W mijanym miasteczku Le Morne Rouge, nie znaleźliśmy jednak niczego, i tak kierując się z powrotem trafiliśmy do uroczego miasta – Saint Pierre, znanego z każdego przewodnika. Przed całkowitym zniszczeniem przez erupcję wulkanu w 1902 r, Saint-Pierre. było najważniejszym miastem Martyniki pod względem kulturowym i gospodarczym, znanym jako „Paryż Karaibów”. Podczas gdy Fort-de-France było oficjalną stolicą administracyjną, Saint-Pierre było kulturalną stolicą Martyniki.

 

Szukając dobrego jedzenia dotarliśmy do uroczej knajpki przy samej plaży Turin – L’Abri Cotier. Jedzenie nie tylko wspaniałe pod względem smakowym ale przepięknie podane. Wojtek zjadł ośmiorniczki w sosie – w takiej wersji jeszcze nie widziałam i nie smakowałam ośmiornic – coś niezwykłego! Zdecydowanie tym daniem wygrał. Każdy był zadowolony ze swojego wyboru, ja z mojej ryby też, a i wieprzowina była wyborna. Miejsce godne uwagi. Jest tez gdzie odpocząć, uwielbiam te puchate leżanki. A i muszę nadmienić, że serwują tam doskonałe soki naturalne. Rumu też mogą do nich dolać.

Blisko nas, na wspomnianym półwyspie znajduje się urocze miejsce –La Savane des Esclaves

W parku o powierzchni 3 hektarów, można poznać 400 letnią historię Martyniki,  dzięki  rekonstrukcji wioski Amerindian. Można przejść się Case-Nègres  – ulicą ilustrującą styl życia niewolników i pooglądać ich mieszkania, aż wreszcie można dowiedzieć się jak żyli mieszkańcy po zniesieniu niewolnictwa do 1960 roku. Jest tam 20 tradycyjnych chat, 26 dwujęzycznych znaków, ogród kreolski i ogród leczniczy. Wszystko ładnie skomponowane. Wstęp 12 E. Godziny otwarcia od 9:00 do południa i od 14:00 do 17:30 każdego dnia tygodnia, a w niedzielę tylko do południa. Oficjalna strona http://www.lasavanedesesclaves.fr/

Tego Pana przodkowie tutaj mieszkali

Nie zapominajmy. że Martynika to piękne plaże. Czas zatem na kąpiele morskie. Najpierw przyjemna plażyczka Les Anse d’Arlet. Tak miejska plaża, z ładnym deptakiem. Tuż przy wejściu na nią dostrzeżecie informacje o gatunkach żółwi, pływających w pobliżu. Niestety, mimo podjętych prób popływania z nimi – nie ujrzał Wojtek ani jednego. Szkoda – Żółwie są takie piękne. Plaża ogólnie bardzo ładna. Zabudowania wokół też.

Wskoczylismy do wody w poszukiwaniu żółwi, ale trafilismy wyłącznie na kolorowe rybki

Mam jednak jedną swoją ulubiona na Martynice i właśnie tam chciałam zabrać naszą ekipę, a myślę oczywiście o Grande Anse du Diamant. Po prostu ją uwielbiam. Najpierw jednak krótki postój z widokiem na wyspę – Rocher du Diamant. Nazwa wyspy pochodzi od odbić rzucanych przez boki o określonych porach dnia, które przywołują obrazy cennego kamienia.

I czas na królową

Raz było tak…

A innym razem siak

Ostatnie dni i wieczory na Martynice spędzaliśmy wspólnie, spacerując, jedząc, śmiejąc się. Choć nie jest dla mnie zbyt karaibska, to jednak sprawia, że łapie się ten wakacyjny luz. Nasza plaża, przy której mieszkaliśmy była też całkiem przyjemna. To był naprawdę czas relaksu.

i tak zakończyła się nasza karaibska przygoda

 

 

 

komentarzy 17

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.