Azja,  Podróże,  Wietnam

HANOI – HA NO I CO ?

Stolica Wietnamu, Hanoi, słynie ze wspaniałej, zabytkowej architektury kolonialnej (pozostałości rządów Francuzów), licznych buddyjskich świątyń oraz malowniczych jezior i wąskich, gwarnych uliczek pełnych sklepów z oryginalnymi produktami, których przywieźliśmy oczywiście za mało i koniecznie musimy wrócić. To miejsce to zupełnie inny wymiar zwiedzania – tłoczne, gwarne, i w tym szaleństwie jest coś co wciąga.

Najstarszą częścią miasta i jego sercem jest Stare Miasto, czyli tzw. Old Quarter, na który składa się kilkadziesiąt ulic położonych w okolicy Jeziora Hoan Kiem. Zabytkowe budowle, wąskie uliczki wypełnione sklepikami i warsztatami tworzą niepowtarzalny klimat tego miejsca. To tutaj znajduje się nasz hotel, kolejny bez okna. Już w Sajgonie taki mieliśmy. Nie byłam więc zaskoczona widząc zabudowę wysoką, lecz nadzwyczaj wąską. Za to obsługa była genialna, basen chłodził, a śniadania smakowały.

Ale nie dla hotelu tutaj jesteśmy, choć widok z niego był interesujący. Kilka pstryków na panoramę miasta.

Basen był niewielki, ale każda ilość chłodzącej wody była cenna

W pierwszym dniu robimy obchód i zapoznajemy się z okolicą. Przysiadamy na malutkich plastikowych kolorowych krzesełkach by przy malutkich plastikowych stoliczkach zjeść co nie co. Czujemy się jak Guliwer w świecie liliputów. Ja i mój metr sześćdziesiąt na wietnamskich ulicach to imponujący wymiar. Zjedzmy coś przy tych mikroskopijnych stoliczkach.  Króluje słynna PHO.

Jedzenie jest tak tanie, że raczej nikt nie gotuje w domu, no chyba, że sam w domu ma jadłodajnię uliczną i w wielkim garze warzy zupę Pho dla przechodniów i dla siebie. Można się zatracić przyglądając się technice gotowania. Bardzo prosta, nawet przypominająca tę stosowaną przez moją babcię…najpierw warzą kawał mięsa w wielkim garze, potem tę wodę po zagotowaniu wylewają i wlewają nową. Zupa jest klarowna. Zupa gotuje się chyba pól dnia. Mięso z niej wyjmują i ostrym noże tną na kawałki, które lądują w bułkach…przepraszam w bagietkach ( i kolejne pozostałości francuskie ) ale z wsadem wietnamskim, a pozostałe kawałki mięs są elementem niezbędnym w zupach. Tu nic się nie marnuje.

Co to jest? Nie wiem, więc poniżej podam menu.

Natomiast, co to jest za mięso –  to już sie domyśliłam i ani mi przez myśl nie przeszło, żeby to jeść. Gdyby ktoś nie rozpoznał – to są pisklątka.

Pijemy najlepszą kawę na świecie – kawę z jajkiem. Jest genialna – gęsta, słodka i mocno kawowa. Nie tylko smakuje wybornie, ale też wygląda.

W Hanoi spotykamy się z Romą, koleżanką z Polski, mieszkającą w  Tokyo.  Roma przyleciała na szybki urlop z córką i ten wieczór należał do nas. A wieczór trwa w najlepsze i to oczywiście w azjatyckim stylu tj całe rodziny wychodzą z domów by jeść, spędzać razem czas, siadać na tych krzesełeczkach.

To był przefajny, przemiły wieczór. Z Romą, choć widziałyśmy się pierwszy raz w życiu,  nie miałyśmy problemu z niekończącymi się tematami. SuUper dziewczyny! AAA i nie rozpijamy Noemi – to piwo fotagrafa.

Zobaczcie jak mieszkańcy Hanoi spędzają czas. Tego im zazdroszczę, tej chęci bycia w grupie, w społeczeństwie.

Dzisiaj w planach spacer. W Old Quarter mieści się wiele pięknych świątyń, z czego najsłynniejsza z nich – Świątynia Ngoc Son – leży na niewielkiej wysepce na Jeziorze Hoan Kiem (Jezioro Zwróconego Miecza). Prowadzi do niej charakterystyczny czerwony most o poetyckiej nazwie: Most Wschodzącego Słońca – Cau The Huc. Na tym samym jeziorze położona jest jeszcze jedna niezwykła budowla, zwana Wieżą Żółwia (Tháp Rùa). Żółw podobno nadal żyje w jeziorze i codziennie godzinami wypatruje go Pan, który chyba się już z tego tematu doktoryzował. Ilekroć zdarzy się, ze żółw wypłynie i ujawni swą obecność, w Hanoi jest prawie święto. Pisząa o tym wszystkie gazety, a inne tematy schodzą na dalszy plan. To fenomenalne.

Wąskimi uliczkami kierujemy się najpierw do katedry św Józefa, wybudowanej w stylu przypominającym  Notre Dame de Paris . Kościół był jedną z pierwszych budowli zbudowanych przez francuski rząd kolonialny w Indochinach, Po tym, jak Viet Minh przejął kontrolę nad Wietnamem Północnym po porozumieniach genewskich w 1954 r., Kościół katolicki cierpiał dziesięciolecia prześladowań. Kapłani zostali aresztowani, a własność kościoła została zajęta i wywłaszczona . Katedra św. Józefa nie została oszczędzona i została zamknięta do Wigilii 1990 roku, kiedy to pozwolono tam odprawić Mszę św. Katedra jak wszystkie stylizowane na Notre Dame, jest bardzo ładna.

Wokół Katedry jest bardzo przyjemnie, dostrzec można piękną zabudowę, stylizowana na francuskiej architekturze.

Spacer trwa w najlepsze…

Aż wreszcie docieramy do…

Street Train. Nie dotarliśmy na targ na torach w Bangkoku, choć nadal trzymamy na tzw „kiedyś” tę jedyną nie widzianą przez nas w tym mieście atrakcję, to chociaż w Hanoi zobaczmy jak to wygląda. I jak wygląda? No sympatycznie – wzdłuż torów już powstała prywatna inicjatywa – rzędy małych kawiarenek, z tymi malutkimi stoliczkami i minimalistycznymi krzesełkami i przepyszną kawą. I tak można zasiąść w oczekiwaniu na spektakularny przejazd pociągu. Fajne miejsce. Szkoda, że z powodu zuchwałych i ryzykownych zdjęć turystów, władze Hanoi zamknęły ten teren dla zwiedzających. Mam nadzieję, że wkrótce pod naciskiem właścicieli knajpek otworzą go ponownie bo już wkrótce tam wracam i dobrą kawą z jajem nie pogardzę. A gdy zabraknie miejsc w knajpce można wygodnie rozsiąść się na torach.

 

Idziemy w kierunku Mauzoleum, podziwiając takie obrazki

 

I w końcu trafiamy tutaj, co za miła niespodzianka

Mauzoleum – Wielu gości przybywających do Hanoi chce zwiedzić Mauzoleum Ho Chi Minha, czyli monumentalny grobowiec bohatera narodowego Wietnamu. To możliwość zetknięcia się z ważną częścią wietnamskiej historii, kultury i mentalności – być może tak, ale nie będziemy czcić tego Pana, co do postawy którego sama historia ma wątpliwości. A z historią wiecie jak to jest – zależy kto ją pisze. Niemniej nie zbyt ludzko traktował ludzi. Oglądamy więc wszystko z zewnątrz.

To nie tylko mauzoleum – to wielki kompleks. Znajduję się na słynnym Placu Ba Dinh, gdzie 2 września 1945 roku Ho Chi Minh odczytał Deklarację Niepodległości Wietnamu (wzorowanej na Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki). „Kompleks”, bo oprócz mauzoleum mieści się tu także Dom Ho Chi Minha (słynny drewniany domek na palach z charakterystycznymi, zielonymi roletami), żółty Dom nr 54 z wystawą samochodów „Wujka Ho” oraz wybudowany na początku XX wieku Pałac Prezydencki, będący dawniej siedzibą Generalnego Gubernatora Indochin Francuskich.

 

Idziemy dalej – kierunek – Świątynia na jednej nodze – wsparta jest ona tylko na jednym filarze stąd jej nazwa.  Poza tym, że jej architektura jest wyjątkowa, warto wiedzieć, że jej historia sięga zamierzchłych czasów. Niektórzy uważają, że po Perfum Pagodzie drugą co do ważności świątynią wietnamską jest właśnie One Pillar Pagoda. I oczywiście,  jak to w Wietnamie często bywa, także One Pillar Pagoda owiana jest legendą. Została zbudowana w 1049 roku przez cesarza Ly Thai Tong ( 1000-1054), który był władcą od 1028 roku aż do śmierci.

 

Legenda głosi, że  pomimo starań długo nie miał syna. Pewnej nocy przyśnił się mu Budda Guan Yin, który siedział na lotosie w stawie na zachodnim brzegu Cytadeli Thang Long. Opiekował się on chłopcem, którego przekazał królowi. Krótko po tym śnie królowa zaszła w ciążę i  urodziła syna. Władca postanowił w dowód wdzięczności wybudować świątynię. Miała ona mieć kształt lotosu wyrastającego z wody, tak jak obraz, który zobaczył we śnie. Stąd usytuowano ją na jednym filarze po środku stawu w zachodnim ogrodzie Cesarskiej Cytadeli. Jest wietnamską ikoną i istotnym symbolem Hanoi. Warto tutaj przydreptać choć na chwilę by móc ją zobaczyć na własne oczy.

 

 

Tym razem korzystamy z rikszy. Zawsze mam dualizm moralny – korzystać czy nie? To w końcu cholernie ciężka praca tych ludzi- takie wożenie innych wygodnickich. Tak samo miałam w Indonezji przy podejściu na wulkan Ijen. Ludzie korzystający twierdzili, że w ten sposób dają zarobić tym biednym górnikom, którzy mają dość ciężkiej pracy wydobywczej, zwłaszcza, ze siarka do wdzięcznych złóż nie należy. I stąd moje rozterki. Eh…wracając do naszych wyborów w Hanoi – zdecydowaliśmy się bo i tez ryksiarz chciał bardziej nas podwieźć niż my sami. Czułam się jednak bardzo głupio, a każde wzniesienie sprawiało, ze miałam ochotę pedałować za niego – no ale wtedy to byśmy pewnie nigdy nie dotarli do celu.

Tymczasem podjeżdżamy do pagody Tran Vu Quan – to świątynia taoistyczna. Na dziedzińcu znajduje się ceglany piec, w którym ludzie palą fałszywe pieniądze. Pieniądze są zazwyczaj spalane w czasie Tết (Nowy Rok Księżycowy). Jest tak, ponieważ uważa się, że pieniądze i inne przedmioty zostaną wysłane do ich przodków. W Wietnamie w wielu miejscach można kupić fałszywki. Mieszkańcy Hanoi  przychodzą do świątyni Quán Thánh z okazji Tết lub pierwszego i piętnastego każdego miesiąca księżycowego (odpowiednio nowego i pełni księżyca), aby modlić się o zdrowie i szczęście.

Legenda głosi, że Świątynia Quán Thánh została założona za panowania cesarza Lý Thái Tổ (panował 1010–1028) i była poświęcona Trấn Vũ, Bóstwu Północy w taoizmie, którego symbolami władzy są wąż i żółw. Jest to jedna z czterech świętych świątyń, które zostały zbudowane w czterech kierunkach, aby chronić stolicę przed złymi duchami. Quán Thánh chroni od północy, podczas gdy pozostałe trzy świątynie chronią przed innymi kierunkami: Bạch Mã ze wschodu, Kim Liêm z południa i Thần Linh Lang z zachodu.

W większości wietnamskich świątyń istnieje wiele symboli zwierzęcych. Najbardziej znanym przykładem symboliki zwierzęcej jest wizerunek wspomnianego węża i żółwia. Wąż reprezentuje bogactwo, a żółw chroni. W tradycyjnej wietnamskiej bajce żółw miał potężny miecz, który dotarł do Lê Thái Ti i pozwolił Wietnamczykom wygrać wojnę z Chińczykami.

Innym ważnym zwierzęciem jest żuraw, który znajduje się w słynnej wietnamskiej historii z żółwiem. Historia mówi, że kiedyś była susza i żółw potrzebował wody, aby przeżyć. Żuraw zobaczył, że ma kłopoty, i poleciał go do najbliższego źródła wody. Później doszło do powodzi, a żuraw nie miał miejsca na lądowanie, więc żółw pozostawił dźwig na plecach, aż powódź się skończy. Ta historia pokazuje symbiozę lub przyjaźń. Pokazuje to, jak dwa zwierzęta pomagały sobie nawzajem, gdy miały kłopoty.

 

Ostatnią świątynią, która zwiedzamy jest Tran Quoc Co Tu – uznawano ją za najstarszą świątynię buddyjską w Hanoi. położona jest na maleńkim półwyspie w południowo -wschodniej części jeziora West Lake. Jej historia jest bardzo bogata i sięga ponad 1500 lat, a sam wygląd, ciekawa architektura i barwa przyciągają poza wyznawcami buddyzmu wielu turystów. Pagoda Tran Quoc przez wieki była odwiedzana przez królów i władców Wietnamu. Do dziś przychodzą tutaj ważne osobistości i wyznawcy buddyzmu zwłaszcza w czasie ważnych świąt. Świątynia została zbudowana zgodnie z zasadami buddyzmu. Już z daleka widoczna jest charakterystyczna brama i wieża górująca nad cały kompleksem. Ponadto znajdują się tam trzy główne domy Tien Duong oraz miejsce do kadzenia. Wszystkie obiekty mają górne połączenie. Do świątyni prowadzi droga położona za murkiem oddzielającym ją od jeziora.

Wszystkie te miejsca wywarły na nas duże wrazenie. Byłą i świątynia na jeziorze, taoistyczna, buddyjska i katolicka…Hanoi jest ciekawym miastem, tak innym niż Sajgon, że zdecydowanie nie powinno się pomiędzy nimi wybierać.

 

komentarzy 14

Skomentuj Krystyna Bożenna Borawska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *