DALAT – WIETNAMSKI PARYŻ

DALAT – „Paryski” kurort w pierścieniu gór. Wybraliśmy się do tego ślicznego, czystego, uporządkowanego miasta na jeden dzień, ale celem nie było miasto jako miasto lecz jego malownicza okolica. Z Paryżem zbyt wiele wspólnego nie ma, choć faktycznie w architekturze widać, że Francuzi lubili to miejsce.  To przede wszystkim kraina wodospadów i malowniczych krajobrazów. Ale nie tylko. Co kryje w sobie Dalat, co sprawia, że jest to tak chętnie odwiedzane miejsce? Czym zachwyca? Pokażemy czym nas uwiodło…

 

Wyjechaliśmy o 7 rano z bardzo komunikatywnym kierowcą, u którego szybko doceniliśmy gotowość do pokazywania nam tego pięknego regionu. To był nasz pierwszy raz z kawą wietnamską. Kierowca podwiózł nas do kompletnie swojskiego i nie turystycznego miejsca, gdzie próbowaliśmy tego pysznego naparu w towarzystwie mieszkańców, samych panów. Już sam sposób podania i parzenia, ale i picia był dla nas novum. Na spodzie literatki jest skondensowane mleko, na literatce jest dzbanuszek, a w dzbanuszku zalana wrzątkiem kawa. Kawa sączy się po kropelce. Gdy proces się skończył właścicielka zdjęła dzbanuszek, a do literatki wrzuciła nam lód i kazała pic, popijając czymś co było chyba zimną, białą herbatą. Pyszne. Kosztowało jakieś 2,4 zł

Kierowca sam z własnej inicjatywy zatrzymywał się w różnych punktach widokowych. Na jednym z nich mogliśmy idąc po platformie zachwycać się widokiem zapierającym dech. I tak się zaczęła wycieczka pod czas której właściwie mogliśmy mieć bezdech  🙂

 

Co ustaliliśmy wynajmując kierowcę? Poza wstępami i wyżywieniem najważniejsze dla nas były odwiedzane miejsca, a wśród nich:

  • Pongour;
  • Prenn Waterfall;
  • Datanla;
  • Crazy Home;
  • Bao Dai Summer Palace;
  • Truc Lam Phung Hoang Zen Monastery

Pongour

Zaczynamy od przepięknego wodospadu! Jest niezwykle naturalny, szeroki, rozłożysty i na pewno jeszcze nie zadeptany przez turystów. Ludzi było jak na lekarstwo i właściwie sami Wietnamczycy.

Do wodospadu prowadzą urocze alejki, a na samym końcu schody – jak to często z wodospadami bywa – łątwiej do nich zejść niż z powrotem wejść. To co uwialbiam najbardziej to szum wody z oddali, gdy wodospadu jeszcze nie widać – taka optymistyczna zapowiedź tego piękna, które stworzyła natura, taka gra wstępna…i ta ciekawość jaki będzie?

Zanim do niego dotarliśmy, cieszylismy sie tym co po drodze.

 

Na każdym kroku w Wietnamie odnosiliśmy wrażenie, ze ludzie są naprawdę uprzejmi i…pracowici. Przy wodospadzie kilku mężczyzn budowało mostek, gdy nas zobaczyli z chęcią wskazali nam zupełnie drogę, niż ta oczywista, którą podążali ludzie. Dzięki temu widzieliśmy go zupełnie inaczej. Jak bym opisała to miejsce? Spokój, cisza, błogość i piękno.

 

Prenn Waterfall

Ten wodospad jest już znany turystom. Ale nie odebrało nam to radości, zwłaszcza gdy okazało się, że możemy przejechać kolejką nad wodospadem i podziwiać go z góry.

 

Później przeszliśmy nad rzeką wiszącym mostem, więc wszystko to samo w sobie stanowiło dla nas atrakcję. Widoki były piękne, a wrażenia ogromne.

Trzeba jednak pamiętać, że jest to już miejsce turystyczne – można na przykład przebrać się w tradycyjny strój wietnamski i zrobić sobie sesję zdjęciową. Można pomęczyć słonie jeżdżąc na nich i o zgrozo nadal chętnych nie brakuje.

 

Ale można też, zamiast tego pójść do kilku naprawdę ładnych świątyń znajdujących się na terenie parku.

 

Datanla – ostatni przepiękny wodospad. Można zjechać i wjechać wagonikami niczym na roller costerze lecz powoli i w pięknych okolicznościach przyrody. Odnosiłam wrażenie, że jestem i nad drzewami, i pod koronami drzew. Wszędzie dżungla. Polecam każdemu. Jazda w jedna stronę 60 tys dongów.  Datanla to kilku kaskadowy wodospad, a dzięki uroczym mostkom można podziwiać kaskady z osobna.

I wsiadamy do roller costera – fantastyczne wrażenia zwłaszcza pod górę

A tak sie wygląda po …

 

Crazy Home – Tak jak wspominałam Dalat kryje w sobie wiele i pewnie nawet połowy nie zobaczyliśmy, ale nasz szofer zadbał by to co najfajniejsze znalazło się w naszym obiektywie. Crazy Home to niekonwencjonalny budynek zaprojektowany i zbudowany przez wietnamskiego architekta Đặng Việt Nga, który inspirował się Gaudim. Ogólny projekt budynku przypomina gigantyczne drzewo, z rzeźbionymi elementy przypominającymi zwierzęta, grzyby, pajęczyny i jaskinie. Miejsce kapitalne. Tyle w tym wszystkim wariactwa, ze aż pięknie. Każde miejsce inne, każde śmieszne. Wciągnął nas klimat i bawiliśmy się jak dzieci. Można spędzić tutaj pół dnia, albo więcej – to zależy ile w każdym z nas Małego Księcia.

Bao Dai Summer Palace – Pałac został zbudowany w latach 1933–1937 pod dynastią króla Bao Dai, ostatniego króla feudalnego dworu w Wietnamie. Pałac został zaprojektowany w stylu art deco i leży w środku lasu sosnowego. W przeszłości ta willa została zbudowana by król Bao Dai i jego rodzina mogli znaleźć ochłodę przed wietnamskimi upałami. Położenie miasta sprawia, że klimat jest tutaj rześki. Parter to miejsce pracy króla. Składa się z pokoju biurowego, pokoju gościnnego i recepcji. Na piętrze jest przestrzeń życiowa króla i jego rodziny. W przewodnikach można znaleźć informacje o tym jak ważne jest to miejsce w Dalat i konieczne do odwiedzenia…czy ja wiem? Dla nas chyba najsłabszy punkt programu.

 

Truc Lam Phung Hoang Zen Monastery – klasztor Truc Lam Dalat jest jednym z trzech największych klasztorów Zen w Wietnamie . Położony na górze Phung Hoang wśród lasów sosnowych, przy jeziorze Tuyen Lam. Klasztor jest podzielony na cztery obszary: obszar publiczny, obszar vihara dla mnichów, dzielnica domowa mnicha i dzielnica domowa zakonnicy. Spacerując po rozległym obszarze faktycznie można poczuć zen.


Cała wycieczka była naprawdę wspaniała. Dopełnił wszystko fantastyczny lunch składający się z zupy i licznych przystawek, oraz oczywiście ryżu, którego nie może zabraknąć na żadnym wietnamskim stole, tofu, kurczaka, wołowiny, ryby, sałatek i wina z regionu Dalat. To region słynący z produkcji wina, nie mogliśmy go sobie odmówić i nawet jedna buteleczka pełna tegoż trunku trafiła do naszej międzynarodowej „piwniczki”

Choć jeden dzień..to warto było. Przepiękny region, cudowna przyroda. Raz jeszcze dotarlismy do Dalat, ale to juz było przy okazji długiej drogi do kolejnej perły Wietnamu – Hoi An – w kolejnym wpisie !

 

 

 

 


MUI NE – WIETNAMSKI CHILLOUT Z WIDOKAMI
Sierpień 8, 2019

HOI AN – MIASTO LAMPIONÓW, KRAWCÓW I ARCHITEKTURY
Wrzesień 16, 2019

Dodaj komentarz