MUI NE – WIETNAMSKI CHILLOUT Z WIDOKAMI

Niewielka miejscowość Mui Ne nad Morzem Południowochińskim była niegdyś jedynie rybacką wioską, ale wraz z rozwojem turystyki w tym regionie powstał popularny kurort z całym mnóstwem atrakcji. Dla nas był to punkt obowiązkowy. Chcieliśmy nie tylko zobaczyć to co Mui Ne ma do zaoferowania, ale i naładować akumulatory na pięknej plaży i w wyjątkowym hotelu.

 

Do kurortu Mui Ne można dostać się korzystając z połączeń autobusowych z Ho Chi Minh, Podróż zajmuje średnio 4-5 godzin , a bilety na sypialny autobus kosztują około 10 $. My wybraliśmy autobus startujący z Sajgonu o 23.00, bo zwyczajnie szkoda nam było dnia na transport. Tym sposobem zaoszczędziliśmy nie tylko czas, ale i pieniądze na noclegu. Takie dwa w jednym bardzo często wybieramy podczas naszych podroży.

Mui Ne zapewnia atrakcje dla każdego. Ścisłe centrum kurortu, to miejsce typowo turystyczne. Jest tu mnóstwo restauracji, salonów masażu, sklepów. Tu znajdzie się wszystko. Obrzeża i okolice to piękna, różnorodna przyroda, to możliwość podejrzenia codziennego życia mieszkańców rybackiej wioski, to wyjątkowe plaże.

Dotarliśmy o 3 nad ranem i od razu zarezerwowaliśmy wycieczkę na wydmy. Start za godzinę by podziwiać wschód słońca. Cała wycieczka trwała 5 godzin, kosztowała około 80 zł  ( 490 tys dongów ) za dwie osoby i obejmowała następujące punkty:

  • Wschód słońca na białych wydmach
  • Czerwone wydmy
  • Wioska rybacka
  • Kanion ( dodatkowo płatny 15 tys dongów)

Nie powiem, żebyśmy byli bardzo wypoczęci, ale czego się nie robi dla takich widoków. Musze powiedzieć, że to była kapitalna wycieczka podczas, której znowu można się poczuć jak dziecko. Już sama jazda Jeepem jest super ( gdy się zasłoni uszy )

Białe Wydmy (White Sand Dunes) oddalone są od Mui Ne o ok. 26 km i aby je zobaczyć, należy wypożyczyć skuter lub wykupić kilkugodzinną wycieczkę. To spory odcinek i trochę się jedzie. Przyjeżdżając na niewielki parking, można usłyszeć od czekających Wietnamczyków, że na wydmy mogą podwieźć quadem, gdyż są daleko. I warto z tego skorzystać. Przyjemne i pożyteczne. Przy białych wydmach wynajmujemy zatem quada i mkniemy na szczyt naprawdę wysokiej wydmy. Tam bawimy się jak dzieci zjeżdżając na prowizorycznych jabłuszkach czyli na pupach po miękkim piasku. W drugiej kolejności nasz drajwer funduje nam szaleńcze zjazdy z wydm, ale zabawa. Byliśmy tak zaaferowani, że zapomnieliśmy o butach, które zostały na szczycie wydmy i kierowca musiał z nami zrobić jeszcze jedną rundkę – taki gratis za sklerozę. Wschód słońca jest piękny, wspaniale oświetlone wydmy naprawdę robią wrażenie.

Ale potem trzeba wejść….

nie ma nie ma wody na pustyni….

co to był za poranek….zmęczeni ale zachwyceni !


Czerwone Wydmy (Red Sand Dunes) położone są kilka kilometrów od centrum Mui Ne. My docieramy do nich już po wschodzie słońca – są więc pięknie oświetlone. Biegamy po wydmach, spędzamy tu naprawdę fajny czas. Jesteśmy właściwie sami.

 


Teraz czeka na nas Wioska rybacka, Mui Ne Village (na wschód od kurortu) To miejsce, gdzie możemy przyglądać się autentycznemu, codziennemu życiu lokalnych mieszkańców. Przybywając tu odpowiednio wcześnie trafimy na zachwycający obrazek: dziesiątki kolorowych łodzi miejscowych rybaków wpływające do przystani (Mui Ne Harbour). Czuliśmy już głód, wiec za grosze skusiliśmy się po raz pierwszy na bagietkę. Pycha. Podziwialiśmy widoki najpierw z góry, a potem postanowiliśmy zejść na plażę. Naszym oczom ukazała się autentyczna krzątanina mieszkańców. Rybacy znoszą swoje zdobycze, część kobiet myje je segreguje i namawia do kupna, a kolejne przyrządzają te specjały w swoich prowizorycznych kuchniach. Rynek podzielony – każdy zarabia.  Wybieramy i kupujemy wielkie lobstery za 16 zł. Pani nam podaje gotowe do zjedzenia i przepadamy. Fantazja!!! Już wiemy, że tu wrócimy. Cuda w wiadrach są niebywałe. W życiu nie widziałam takich ślimaków, ryb i owoców morza. Jesteśmy zachwyceni i wcale nie chce się nam stąd odjeżdżać.

 

Wybór padł. No to jemy

Ale to nie wszystko…to raj dla uwielbiających owoce morza….


Ostatni punkt programu to istna „wisienka na torcie” Fairy Stream – Jest to strumień płynący głębokim kanionem, utworzonym przez kilkumetrowe rdzawe skały. Wybieramy się na spacer kanionem, by zobaczyć niezwykle efektowne formacje skalne. To jedno z piękniejszych miejsc jakie widziałam w Mui Ne. Coś przepięknego. Wąwóz tysiąca barw. Zmęczenie zupełnie odpłynęło, a jego miejsce zajęły zachwyty. Czuliśmy radość i szczęście brodząc w wąwozie i zachwycając się formacjami i barwami. Przyroda jest niesamowita, potrafi zrobić cuda! Nie jest to długi wąwóz, nie jest zatem trudny, jest natomiast przepiękny.

 

I tak wspaniale zaczął się nasz pobyt w Mui Ne.


 

Po powrocie do hotelu mogliśmy docenić jego piękno i położenie. Basen o nieregularnych kształtach, szeroka prywatna plaża, soczysty, bujny ogród. Resztę dnia spędziliśmy na zasłużonym odpoczynku i penetracji okolicy.

Dla nas ta plaża była idylliczna…a ogród jeszcze bardziej. Każda chwila tutaj była na wagę … zasłużonego odpoczynku

 

W hotelu pokoje były skromne ale miały wszystko co należy, natomiast śniadania jak zawsze w Azji były królewskie

Samo miasto przypominało typowe azjatyckie kurorty skrzyżowane z naszym Mielnem – czyli zgiełk zlokalizowany wzdłuż jednej długiej ulicy. Mnóstwo knajpek. Pyszne jedzenie, smaczne soki naturalne, liczne sklepiki. I oczywiście pyszne jedzenie, soki i desery


Tak jak sobie obiecaliśmy – wróciliśmy do wioski rybackiej. To autentyczne miejsce. Tu ludzie naprawdę żyją, ciężko pracując. Rybacy wracają z połowu, a czekające na nich kobiety organizują handel. Czekając na zamówione ślimaki mogliśmy obserwować jak przygotowują ogromne ilości pudeł wypełnionych swoimi złowionymi skarbami i wywożą je na pobliski targ. Można było tez zauważyć chyba restauratorów robiących świeże dzienne zakupy. No i my – zachwyceni turyści jedzący prosto z morza rzeczy, które pierwszy raz widzieliśmy na oczy, nie mając pojęcia o nazwach tych pyszności. Moglibyśmy tak godzinami siedzieć i przyglądać się ich krzątaninie.

 

 

Mui Ne jest piękne w swym pełnym życia temperamencie. Kurort, ale z urokiem.

Przed nami Dalat – jedziemy dalej !  Wietnam juz nas oczarował i chcemy więcej

 

 

 

 

 

 


HO CHI MINH, TUNELE CU CHI I DELTA MEKONGU
Lipiec 8, 2019

DALAT – WIETNAMSKI PARYŻ
Wrzesień 4, 2019

Komentarze:

  1. Podziwiam, że potraficie się tak dobrze bawić w takich wysokich temperaturach 🙂 ja zawsze unikam, bo chyba bym umierała cały czas, a żałuję tego, bo ogólnie jest tam pięknie 🙂

Dodaj komentarz