MAKASSAR NA SULAWESI – 5 MIEJSC KTÓRE TRZEBA ZOBACZYĆ

Mówią, że Makassar to tylko przystanek na drodze do Tana Toraja. Mówią, że nie ma tu niczego ciekawego. Mówią, że Makassar to brzydkie miasto, które trzeba szybko omijać. A niech mówią. Jeśli jesteście z tych, którzy muszą się przekonać, tak jak my – najlepiej na własnej skórze, to nie zdziwi Was, że zostaliśmy w Makassar i spenetrowaliśmy okolice. A czy mieli racje ci którzy tak mówili? Zapraszam do galerii, niech te miejsca same się obronią. Ja już obiektywna nie jestem, bo mnie się bardzo podobało.

Wiele lat temu podjęliśmy jedna z najlepszych decyzji w życiu, pobraliśmy się w sierpniu. Teraz możemy cieszyć się rocznicą w pięknych zakątkach świata, celebrując ją za każdym razem inaczej. Jak tym razem uczcić tyle wspólnych lat? W bajkowym miejscu. Na cudownej wyspie położonej gdzieś na morzu Celebes. Wśród kolorowych rybek i na piachu niczym mąka. Godne celebrowanie 23 rocznicy ślubu. Można powiedzieć – każdy ma to na co zasłużył. Jaki związek taka celebra.

MIEJSCE 1 – Witamy na wyspie Samalona!

Płacąc 100 zł za łódkę, docieramy z Richardem, miłym dzidziusiem ( choć wiek ludzi w Indonezji to dla mnie zawsze zagadką ) do brzegów pięknej bezludnej wyspy. No może to określenie nie jest poprawne. Nie jesteśmy na niej sami ani przez chwilę. Ludzi jednak sporo. Pierwszą osobą, która się niemal na nas rzuciła była  „mamma” – duża kobieta, która chciała nam wypożyczyć maski i rurki do nurkowania za 25 zł. I tak za nami chodziła krok w krok. Gdzie tu ten spokój i intymność? A tak chcieliśmy pobyć sami.

Postanowiliśmy w tej sytuacji, ze najpierw obejdziemy wyspę szukając lazurów i najpiękniejszych widoków, no i miejsca na błogie leniwe upajanie się wyspą. „Mamma” obeszła ja z nami…

Gdy odpuściła inna kobieta zaczęła oferować nam maski, ale już za połowę ceny, aż w końcu pożyczyliśmy od chłopaka za…kolejną połowę ceny. I jakież było nasze zdziwienie?! Właściwie podwójne: Po pierwsze nagle wszyscy zniknęli, dali nam spokój, zostawili samych ( wreszcie) Po drugie –„Mamma” zabrała naszemu chłopakowi od masek kasę i szybko się z nią oddaliła. Kobieta monopolistka. Jaki z tego wniosek? Nie bądź zainteresowany od początku. Oni cie widzą i na pewno ci wypożyczą sprzęt – pytanie tylko za ile, i kto ci da maski, bo to że kasa trafi do „Mammy” to pewne

Pobyt był wymarzony. Najpierw jedna lagunka i snurki, potem druga…i lazurki.

Richard był tak miły, ze sam zaproponował, że podpłynie z nami na rafy. Wcześniej jednak pobiegł na ląd i wrócił z plastikową butelką pełną makaronu z zupki chińskiej zalanego wodą. Makaron rozmiękł i stanowił doskonałą zanentę dla ryb. Działała, choć nie jestem przekonana czy to opcja eko.

Mieliśmy jeszcze czas na wylegiwanie się na piasku…w ogóle opcja z łódka jest świetna bo to my decydujemy o powrocie. Na wyspie niczego nie brakuje. Jest i piwo i grillowana świeża ryba za 25 zł. Powrót trwał dwa razy dłużej niż płynięcie na wyspę.


W samym Makassar jest wiele miejsc gdzie można zjeść pyszne i tanie ryby.  Najpierw obejrzeliśmy Fort Rotterdam, a potem postanowiliśmy zadbać o żołądki.

Szukając pięknych okazów natknęliśmy się na taksówkarza. Od słowa do słowa ustaliliśmy z nim, że kolejnego dnia zabierze nas na całodzienną wycieczkę, do tych punktów, które wybraliśmy już podczas planowania wyjazdu. Wokół Makassar jest naprawdę wiele pięknych miejsc. Zgodziliśmy się na 150 zł za cały dzień, pod warunkiem, że podrzuci nas do dobrej knajpy z rybami. To wciąż przecież nasza rocznica.

MIEJSCE 2 – Restauracja LAE-LAE

Zawiózł do wspaniałej – Lae Lae. Ceny ryb około 15 zł za dwie w tym sałatki. Soki naturalne 5 zł.

Restauracja wygląda jak jadłodajnia, ale niech was to nie zmyli. Jada w niej dużo miejscowych. W zasadzie byliśmy jedynymi turystami. Zasada jest taka: wybierasz ryby, siadasz do stolika, podchodzi kelner i wybierasz napoje, i coś z karty na co jeszcze masz ochotę. Po chwili pojawia się znowu i dostajecie zestaw sałatek i przystawek z urzędu, w cenie. Zestaw składa się z ziół, sosów, warzyw. Wszystko się miesza ze sobą. Jest to genialne. Można płacić kartą.

Wracaliśmy Bemo  ( 5 tys rupi czyli 1,2 zł)i trochę spacerując. Po drodze odkryliśmy, że co jakiś czas są porozkładane smażalnie ryb. Gdy zajrzeliśmy do jednej z nich, blisko hotelu – okazało się, że ryby są świeżutkie, kurczaki tanie, sałatki pyszne. Podczas kolejnych kolacji zajadaliśmy się tymi smakołykami.


CAŁODZIENNA WYCIECZKA Z KOMBINATOREM

Umówiony kierowca podjechał po nas do hotelu, nawet przed czasem. I do tej pory było super. Jednak gdy tylko wsiedliśmy do auta, zaczęło się kręcenie na temat punktów trasy, które przecież już wczoraj uzgodniliśmy ze sobą. Zdecydowanie chciał jechać gdzie indziej niż my. Najpierw gdzieś zniknął…gdy po dłuższej chwili powrócił zaczął dzwonić do kogoś, by na koniec sprzedać na „Njusa”, że wodospad na którym nam zależało jest nieczynny. Zamknęli wodospad. Wodę zakręcili. Uśmiechnęliśmy się i po raz kolejny przypomnieliśmy mu ustalenia z poprzedniego dnia. Oj ależ był niezadowolony. Po przestudiowaniu mapy sugerowaliśmy mu by od niego zaczął, ale nie chciał na to przystać. Ok. On jest kierowcą. My jesteśmy na urlopie.

MIEJSCE 3 – Leang Leang

Zaczęliśmy od Leang Leang, które jest oddalone od centrum miasta o 44 km. Miejsce naprawdę piękne. Ostańce wkomponowane w zieleń. Biegaliśmy od jednego do drugiego, robiąc zdjęcia i zgadując, która skała co przypomina. Udało nam się tym sposobem znaleźć niezły skalny zwierzyniec. 

W tym miejscu jest też ukryta, świetnie zachowana jaskinia z malowidłami sprzed 3500 tys lat. Prowadza do niej naturalnie ułożone stopnie. Malowidło przedstawia ludzkie dłonie i świnie. Fantastyczne miejsce. Dowiedzieliśmy się o nim dzień wcześniej, od chłopaka, który podrzucał nas do portu. Niestety nie mieliśmy pojęcia, ze po sąsiedzku jest kolejna atrakcja- rzeka, po której można pływać kajakami, podziwiając pochowane zatoczki.

Chodźmy do jaskini. Jest urocza.

Oj warto tam podskoczyć na pół dnia, warto…zwłaszcza z rejsem po rzece.


4 km od ostańców jest Park Batitumonga. Gdy nasz kierowca usłyszał, że tam też chcemy jechać, aż podskoczył z radości. Uznał zwyczajnie, że spędzimy tam pół dnia i nie jedziemy do wodospadu. Jakżesz mi go było szkoda. My naprawdę nie mieliśmy zamiaru z tego wodospadu zrezygnować. Widzieliśmy go na zdjęciach i wywarł na nas naprawdę duże wrażenie. Niestety kierowca był coraz bardziej niemiły, dlatego gdy w Parku powiedział do mnie, że mam mu kupić jedzenie, powiedziałam mu, że widzę, że tworzy  zupełnie nowe zasady, dalekie od tych na które się umówiliśmy. Normalnie sama bym mu to zaproponowała, tak jak kierowcy w Toradży. Ten był jednak wyjątkowo niemiły. Oczywiście koniec końców kupiliśmy mu jedzenie, bo inaczej byśmy nie umieli, ale jego postawa zaczynała pozostawiać wiele do życzenia.  A to był dopiero początek tego na co było go stać. Okazało się, że kompletnie nie znał drogi. Prowadził go Wojtek. No i bądź tu  nieprzygotowanym do podróży. Gdy zgubił drogę – wpadł w szał, zaczął walić pięścią w kierownicę. Nie krył złości i irytacji. Wyjątkowo nie działało na nas takie zachowanie. W końcu on jest kierowcą, a my jesteśmy tutaj pierwszy raz. Utwierdziło nas to w tym, że jednak zawsze trzeba wszystko wcześniej ustalić i płacić na koniec. Gdyby nie to z pewnością by nas nie dowiózł do celu.

MIEJSCE 4 – Batitumonga

Ale wróćmy do Batitumonga. Zacznę od tego ile kosztuje –sporo bo 250 tys rupi czyli jakieś 65 zł, ale w kasie bardzo chętnie sprzedadzą Wam bilet w cenie dla miejscowych. Turystów jest tak niewielu, że sami wychodzą z taka propozycją. Ostatecznie zapłaciliśmy 25 zł. Bez względu na cenę i tak warto wejść. W parku jest muzeum motyli. Nie sądziłam, że aż tak mnie zachwycą. Nie wiedziałam, że są w Indonezji tak piękne i duże okazy. Poza Indonezją są jeszcze tylko w Ameryce Południowej. Najpiękniejsze były niebieskie!!! Co najwspanialsze to to , że spacerując wśród drzew, wzdłuż rzeki spotykaliśmy je, swobodnie latające. Nie są więc to wyłącznie eksponaty muzealne.

Spacer w górę rzeki, do samej jaskini. Po drodze mijaliśmy piękne formacje skalne, szmaragdowe jeziorka, wodospady.

Tutaj mogłabym zostać na długie godziny

Na tej ławeczce

Docieramy do jaskini, która jest bardzo naturalna. Nie widać żadnej ingerencji człowieka. Nie ma światełek, ani nic, co często jest montowane pod turystów. Czysta natura.

Sam park jest nieco zaniedbany, ale piękno przyrody wynagradza wszystko. Na tym otaczającym pięknie skupiliśmy się – na fantastycznym wodospadzie, na lazurowym jeziorze, na jaskini.

W parku zostaliśmy dłużej, niż zakładaliśmy, ale było tak cudownie, że trudno było nam się zebrać w dalsza podróż. Można tu naprawdę zostać ponad pół dnia. Zwłaszcza w okolicy wodospadu

I znowu piękne formacje…i już nas żegna to piękne, godne polecenia miejsce.

A kto nas żegna? Wyjątkowy symbol Batitumonga. Prawdę mówiąc, bardziej byśmy się spodziewali motyla 🙂


MIEJSCE 5 – Wodospad Paranoa

Ruszyliśmy w dalsza drogę z niezadowolonym kierowcą, który nie znając drogi, dotarł w pobliże wodospadu od zupełnie innej strony, jadąc fatalnymi drogami, a drogi na Sulawesi są gorsze niż w Afryce. Skutkiem jego nieznajomości terenu było to, że musieliśmy przez godzinę wspinać się po górach, brodzić po rzece, przedzierać się przez las. Ale cóż  – jak przygoda to przygoda. Wcale nam to nie przeszkadzało. Humory nam dopisywały. A jak nam się to udało? Dzięki przypadkowo spotkanym ludziom. Bo ludzie w Indonezji są cudowni. Ten kierowca to jakiś niechlubny wyjątek. Najpierw chłopaki jadący jeepem zabrali nas na pakę, i dzięki temu pokonaliśmy szybko i dość wygodnie najwyższe wzniesienie. Potem  inny chłopak, który nagle wyrósł spod ziemi zaprowadził nas do samego wodospadu.  Zejście do wodospadu Paranoa było trudne, i oczywiście wejście było jeszcze trudniejsze, jak to z wejściami bywa. Ale czego się nie robi dla takich widoków. Wodospad był wart każdej kropli potu, każdej chwili kaprysu kierowcy. Był piękny najczystszym pięknem. Nie tylko podziwialiśmy go, patrząc na niego, również pływaliśmy rozkoszując się orzeźwiającą wodą, chłodząc rozpalone upałem ciała. Nasz przewodnik był tam z nami cały czas i potem odprowadził  bezpiecznie wskazując skrót przebiegający przez pole.

 

 

Sąsiedzi tej wspaniałej natury

To był świetny dzień! Fantastyczna wyprawa. Nie mogliśmy sobie wyobrazić lepszego spędzenia czasu. Widzieliśmy piękne ostańce, jaskinie, wodospady. Podziwialiśmy, męczyliśmy się przyjemnie, pływaliśmy. Nigdy tego dnia nie zapomnimy. A kierowca? Dostał ustaloną kwotę i z ulgą pomachaliśmy mu na pożegnanie.

Podsumowując Makassar stwierdziliśmy, że warto było spędzić tutaj każdą chwilę. Miasto jest duże, ale łatwo się po nim przemieszcza, wyspy są a piękne, a okolica fascynująca. Jeśli mielibyście wybierać między Makassar, a Manado, zastanówcie się. Pokazaliśmy Wam 5 pięknych miejsc w tym regionie – na pewno coś wybierzecie.

 

 

 

 

 

 

 

 


TANA TORAJA – GROBOWCE NIEZWYCZAJNE
Luty 20, 2019

MANADO I TOMOHON – O MIEŚCIE, LUDZIACH I ZWYCZAJACH
Marzec 1, 2019

Komentarze:

  1. Ja bym się cieszyła z pomyłki kierowcy pod wodospadem. Prawie zawsze w takie miejsca wchodzę od innej strony niż wszyscy, tak jest dużo ciekawiej

  2. Przyjemnie się czyta – jakbym to ja sama tam była i to przeżywała 🙂
    Widoki niesamowite, mam nadzieję, że dane będzie kiedyś mi odwiedzić te wszystkie miejsca! Pozdrawiam serdecznie!

  3. Czuję się absolutnie zainspirowana a właśnie poszukuję pomysłu na podróż marzeń😆👌 A jak Waszym zdaniem podróż tam z małym dzieckiem?

    1. Pierwszy raz w indonezji bylismy z 2 dxieci, potem z mlodsxym synem…tam jest bardzo wysoki standard hoteli, dobre swieze jedzenie, wiec to dla nas bardzo przyjazny region swiata.

Dodaj komentarz