JODHOPUR – MIASTO BŁĘKITNYCH LABIRYNTÓW

 

Jodhpur raczej nie należy do miast, które można pokochać od pierwszego wejrzenia. Miasto jest plątaniną uliczek, ciasnych, krzywych, takich bardziej arabskich. Nie można o nim powiedzieć, że jest czyste. Życie toczy się chyba wszędzie, wokół zgiełk, hałas. Przy wieży zegarowej codziennie rozkładają się wielkie stragany, na których znaleźć można dosłownie wszystko. W tym mieście się naprawdę dzieje. Potrzebowałam chwilę by je polubić…

Można odnieść wrażeni, że miasto to jedno wielkie targowisko. Doskonałe widoki o tej porze dnia zapewniają położone na dachach budynków (także wielu hoteli i hosteli) restauracje. Można dostrzec nie tylko ścisłe centrum, ale także monumentalny Fort Mehrangarh, który doskonale prezentuje się z tej perspektywy. Oświetlony zachwyca jeszcze bardziej niż za dnia. Ale od początku…nasz pierwszy kontakt z miastem był szybki, zaraz po zameldowaniu się w hotelu wzięliśmy tuk tuka by dotrzeć jeszcze tego dnia do fortu

Fort Mehrangarh

Mury tej XV-wiecznej budowli obronnej, są wkomponowane w  skalne klify, osiągają wysokość 120 m. Wrażenie jest niezwykłe. Przez tzw. Żelazną Bramę (Loha Pol) dociera się na dziedziniec, z którego można się skierować do muzeum oraz do punktu widokowego. Spoglądając na miasto z tej wysokości można przyznać rację określeniu „błękitne miasto”. Zdecydowana większość budynków pomalowana jest w rozmaitych odcieniach koloru niebieskiego. Wygląda to niezwykle malowniczo.  Ten fort też bardzo się różni od dotychczas zwiedzanych przez nas. W większości jest zagospodarowany na muzeum. Nas jednak zdecydowanie bardziej fascynowały widoki.

Właśnie z fortu widać dlaczego Jodhopur nazywane jest błękitnym miastem. Widoki naprawdę powalały. Mimo niesamowitego upału, zachłannie wdrapywaliśmy się po Forcie. A nie było to łatwe

Zachwycał nie tylko z zewnątrz, ale z wewnątrz. Piękne malarstwo zatrzymało nas na dłuższą chwilę. To tak niezwykła precyzja, której zdjęcie na pewno nie oddaje.

same wnętrza, poza ekspozycjami były piękne.

Aby wrócić z fortu musimy się przygotować na twarde negocjacje. Tuk tukowcy wiedzą, że pójście na nogach w takim upale jest mało wygodną formą i trzymają solidarnie cenę. W końcu udaje nam się przekonać młodego chłopaka do akceptowalnej dla nas stawki i jedziemy z nim najpierw do pobliskiego, widzianego z drogi  –  Dźaswant Thada. Jest to grobowiec z białego marmuru zbudowany dla upamiętnienia życia maharadży Dźaswanta Singha II, który umarł w 1899 r. Od tamtej pory w tym miejscu odbywają się obrzędy pogrzebowe władców Jodhpuru.

widok na Pałac, do którego również dotrzemy

Kierowca zostawia nas w centrum, czyli przy wspomnianej wieży zegarowej. Smakujemy jedzenia z ulicy, które zaintrygowało nas gdy oglądaliśmy Makłowicza. Takie okrągłe niby pączusie, puste w środku. Podczas wydawania klientom, sprzedawca robi dziurę, przez którą wlewa zupę z wkładem wegetariańskim. Je się w całości. Smaczne. Kosztuje grosze, jakieś 50 – 70 groszy sztuka.

Spacerujemy wśród straganów, kupujemy jakieś pamiątki, Jakiż tu zgiełk…jak w tyglu. Właściwie całe miasto można tak opisać. Jedno z bardziej chaotycznych, ale ma to swój urok.

Miasto słynie z bransoletek. Trzeba przyznać piękne

Podziwiamy wieżę zegarową, która mieni się feerią barw. A z każdą chwilą i zmianą koloru nieba robi się ciekawiej

Nasz hotel ma taras z przepięknym widokiem. Takim kluczem kierowaliśmy się podczas wyboru hoteli. Coś fantastycznego móc spędzać ciepłe wieczory z taką panoramą. Spacer po hotelu…

i czas na widoki z tarasu

Tego wieczora decydujemy się też kupić wycieczkę  do jednej z wiosek Bishnoi by móc popodglądać sielskość i anielskość, czyli jak żyją tradycyjni, wiejscy mieszkańcy tego ludu. Pokonując szutrowe drogi dociera się do wiosek specjalizujących się w garncarstwie i tkaniu dywanów. Oglądamy też ceremonię palenia opium, nadal praktykowanej w tych małych społecznościach. Plemiona Bishnoi żyją w zgodzie z przyrodą, są ekologami, wegetarianami. Przestrzegają sformułowanych jeszcze w XV w. przez guru Jambheshwar’a 29 zasad, od których pochodzi też ich nazwa (Bis – znaczy dwadzieścia, a noi – dziewięć). 10 reguł dotyczy osobistej higieny i zdrowia, 7 – zachowań społecznych, 5 – religii, a pozostałe – kwestiom zachowania bioróżnorodności oraz hodowli zwierząt. Ciekawostką jest to, że żyjąc tak bardzo bio…kobiety tego ludy karmią własną piersią zarówno dzieci jak i kozy. Pobierają się wyłącznie pomiędzy sobą.

Zanim będziemy destylować Opium …najpierw wybudowana przez społeczność Świątynia.

Później poznanie tajników garncarstwa. Dawno temu gdy byłam na jakiś koloniach miałam ten pierwszy raz z gliną za sobą, ale okazało się, ze to niewystarczające doświadczenie. Cała się umorusałam.

A oto już sprzęt do opium.

Pozaglądaliśmy też za ich przyzwoleniem do domów

Bez względu na długość i szerokość geograficzną lekcje robić trzeba

Tkają piękne dywany o niebotycznych cenach, ale wszystko ręczna robota i naturalne włókna.

Wycieczka była tak jak myśleliśmy, bardzo sielska. Takie oderwanie od dotychczasowego zwiedzania. I chyba dobrze.

Wróciliśmy do „centrum”  by w cudownej restauracji zjeść kolejny naj, naj, najsmaczniejszy, najpikantniejszy obiad. Aby oddać rację musiałabym skorygować lekko to co napisałam…był tak pikantny, że nie wiem czy był najlepszy, bo zwyczajnie czasami przez ostrość nie czułam smaku.

Tego dnia dotarliśmy również do Umaid Bhawan. Ten znajdujący się w odległości kilku kilometrów od centrum pałac góruje nad okolicą i jest doskonale widoczny zarówno z Twierdzy, jak i z hotelowych restauracji. Zleceniodawcą projektu był Umaid Singh II – ojciec obecnego maharadży. Jest tu bardzo ważny akcent Polski. Projektantem był Polak, i do dzisiaj patronuje Ambasada Polska w Indiach. Aktualny władca – Gaj Singh II (zwany Bapji) mieszka w pałacu zajmując część pokoi. Pozostałe zostały zaadaptowane na hotel. W Pałacu utworzono też muzeum, w którym są zdjęcia ukazujące historię rodu. Na uwagę zasługuje imponująca kolekcja samochodów maharadży.

Podsumowując Jodhopur – trochę chaotyczne miasto, pięknie wyglądające z Fortu. Oryginalny fort i pełne zgiełku centrum z ładną wieżą zegarową. Ciekawe było dla nas dotarcie do ludzi Bishnoi. Choć dwa pełne dni okazały się w pełni wystarczające, nie chciałabym pominąć tego miejsca podczas naszej podróży.

Ot, takie zwariowane miasto…

Z Jodhopur lecimy do Mumbaju. I to nie byle jak i nie byle gdzie bo…biznes klasa do poznanych fajnych ludzi z couchserfingu.  Z ta biznes klasa to był nasz pierwszy w tym roku fuks, ale nie ostatni…o tym jednak innym razem.


KARNI MATI – ŚWIĄTYNIA SZCZURÓW – DLA NIEJ TAM JECHALIŚMY
Sierpień 27, 2018

MUMBAJ – NASZE LEKKIE ZASKOCZENIE
Sierpień 31, 2018

Komentarze:

Dodaj komentarz