DRINK PŁYTKOWODNY – CAYO GUILLERMO

IMG_2486

Wyspy Cayo Coco oraz Cayo Guillermo były inspiracją do napisania jednej z ostatnich powieści Ernesta Hemingwaya pt.: „Wyspy na Golfsztromie”. To właśnie tutaj Hemingway słuchając szumu fal i upijając się kubańskim rumem napisał tę bardzo różnie ocenianą przez krytyków książkę.

 Klasyk światowej literatury, chcąc ukazać siłę trzech żywiołów determinujących ludzką egzystencję, stworzył w swej powieści niezwykle sugestywny obraz morza, ukazując jego uroki i dramatyzm
Atrakcją tej części Kuby są wycieczki na jedną z najpiękniejszych plaż na całym świecie –PILAR. Playa Pilar znajduje się na samym końcu Cayo Guillermo. Nazwa plaży pochodzi od słynnej łodzi Ernesta Hemingwaya „Pilar”.
Podobno to właśnie miejsce pisarz ulubił sobie najbardziej i ono było inspiracją powieści.
Na Playa Pilar przybywamy autobusem Hip and Hop, który jeździ po całym wybrzeżu Cayo. Wypożyczamy tam łóżko plażowe niczym King size i do razu rzucamy swoje spragnione ciała w turkus. Kolor wody jest wręcz nieprawdopodobny.

IMG_2587

P2120013

IMG_2574

W przerwach między kąpielami można zamówić daiquiri czy też zjeść langustę w okolicznej restauracji o nazwie „Bar Hemingway”

„Pił następne lodowate daiquiri bez cukru i podniósł szklankę, ciężką i oszronioną, popatrzał na klarowną część pod zamrożonym wierzchem i przypomniało mu się morze. Zamrożona część napoju była jak szlak okrętu, a klarowna wyglądała jak woda, kiedy przecina ją dziób na płyciznach z marglowym dnem. Był to prawie dokładnie ten kolor.
– Chciałbym, żeby był trunek koloru wody morskiej, kiedy ma się głębokość ośmiuset sążni i jest martwa gładź, słońce pada pionowo, a morze jest pełne planktonu – powiedział.
– Co?
– Nic. Wypijmy ten drink płytkowodny”

Drink składa się głównie z rumu Bacardi, soku limonki i połowy grapefruita i jest słodzone syropem z cukru trzcinowego. Całość miksuje się z wiórkami lodowymi w elektrycznym blenderze (dlatego drink wyglądał jak morska woda pieniąca się pod dziobem okrętu). Hemingway potrafił podobno wypić 15-16 takich drinków. No cóż, to do niego należy znany cytat: „ Inteligentni ludzie są często zmuszani do picia, by bezkonfliktowo spędzać czas z idiotami” – często brał sobie go do serca.
Plaża jest jednak na tyle komercyjna, że ściągają tutaj tłumy turystów. I z lądu i z wody, podpływając łodziami, aby chociaż przez kilka godzin popływać w turkusie. Ta woda jest jak Lenor…błękit nie do opisania. Mogę sobie wyobrazić jak było tu dziewiczo w latach 50 i wcale nie dziwię się zauroczeniu Ernesta tym kawałkiem świata.
Kolejny raj.
Raj na Kubie ma różne oblicza

Zapraszam na Guillermo…

20150210_142002

IMG_2438

IMG_2448

IMG_2460

IMG_2461

IMG_2466

IMG_2479

IMG_2483

IMG_2515

IMG_2519

IMG_2526

20150212_135108

P2130044

P2130071

P2140072


Zakończenie z tajniakami w tle

W dniu wylotu grzecznie stawiamy się w lobby. Jesteśmy o umówionej godzinie. I znowu nic…czas mija, a auta nie ma. Po raz kolejny przekonujemy się, że słowność Kubańczyków nie jest ich najsilniejsza stroną. Wiele dobrego można o nich powiedzieć, i ten jeden minus…dość kluczowy w pewnych okolicznościach.
15 minut później
– spóźnimy się na samolot – uruchamia mi się jakiś wewnętrzny monolog niepokojem podsycany
– nie – mówi On – tam chyba stoi jakaś taksówka – przejdę się
– i co?
– pusta
– to może zaraz się kierowca zjawi, może poszedł z kimś kogo przywiózł i zaraz wróci
5 minut później

– idę zamówić taxi do recepcji. Nie ma sensu czekać bezczynnie. Stopa tu nie złapiemy.
– i co?
– kobieta od zamawiania transportu obdzwoniła wszystkie agencje i nie ma
– no pięknie, ale ta tu nadal stoi. Poszukajmy gościa…
– to jeszcze raz my –mówi ON do Pani, która bezskutecznie szukała nam transportu – na zewnątrz stoi taxi ale pusta. Kierowca musi być na terenie hotelu…czy można go w jakiś sposób wezwać? Ten samolot odleci…
– Juan – Pani wołała ochronę – co to za taxi tam stoi? Jaki ma numer? Wezwij kierowcę. Ludzie jechać muszą!
– Nie wiem…jakaś stoi!
– to zobacz jaka i wezwij!
– no już, już idę…
10 minut później pojawił się wywołany kierowca, zagubił się przy basenach. Jedziemy za 40 CUC i oczywiście według mnie na ostatnią chwilę bo ja przecież zawsze muszę być wcześniej na lotnisku. Nie ważne, że potem czekam. Ale ten mój szept… „spóźnimy się…spóźnimy”…uruchamia się nieświadomie, sam wyłazi z jakiejś czarnej dziury moich lęków i rozprzestrzenia się przechodząc na innych.
I co? I jesteśmy na miejscu przed czasem. Teraz będę się nudzić. Nie. Ja się na lotniskach nie nudzę. Nie lubię latać ale uwielbiam zgiełk lotnisk. Nawet gdy nie ma wielu sklepów są przecież ludzie. Gdzieś lecą, gdzieś się spieszą, albo coś czytają, spacerują… Ludzie są ciekawi. Lubię się im przyglądać i wyobrażać sobie gdzie podążają, kto na nich czeka, jakie mają życie… I tak miało być i teraz – miałam przyglądać się życiu. Ale czekała mnie inna niespodzianka.
Wchodzimy na halę odpraw. Ale kolejki! Postanawiam się przejść, zorientować w tym tłoku.
– Pani sama? – zagaduje gość w garniturze ze smyczą na szyi, więc pewnie tu pracujący
– Nie. Z mężem i synem
– A gdzie lecicie?
– Do Polski przez Kanadę
– Proszę dać bilety i paszporty. Wszystkie – mówi uśmiechając się i prowadzi mnie do przejścia dla VIP-ów – olala…
– To proszę poczekać pójdę po dokumenty – przechodzę już na angielski, bo w hiszpańskim jeszcze tego nie wydukam. Nie wiem czy zrozumiał, ale mnie już nie było.
– Dajcie dokumenty i chodźcie. Nadamy wszystko bez tych kolejek – wołam do chłopaków
I faktycznie, szybko, sprawnie z uśmiechem. Ależ cudowni ci Kubańczycy. Teraz tylko odprawa paszportowa i na halę odlotów.
Stajemy jak zawsze w różnych kolejkach. Dlaczego? Nie po to by było szybciej. Nie. Ja mam opinię pechowca rodzinnego. Jeszcze się nie zdarzyło, aby kolejka w której stanę normalnie się posuwała. Albo się drukarka zepsuje, albo ktoś coś…obojętne – zawsze naprawdę zawsze coś się dzieje. I dlatego, gdy ja gdzieś się ustawię, cała moja ekipa z drwiącymi uśmiechami ostentacyjnie paraduje w inny rządek.
Tak więc i teraz staliśmy w innych kolejkach. Przeszłam wyjątkowo pierwsza. Hmmm czyżbym przełamała passę? Posyłam im uśmiech zwycięscy. Kolej na chłopaków. Stoją i stoją…
Znowu mój szept zaczyna się wydobywać z tyłu głowy… Ale go nie słucham. Przecież przeszłam to i oni muszą. Przysłuchuję się na ile mogę prowadzonemu przez nich dialogowi…w końcu mi machają. No dobra to idę do nich. Podchodzi cywil, chyba tajniak…zabiera paszporty i mówi, że gdy przylatywaliśmy do Hawany wszystkim, w tym nam również robione są zdjęcia i że teraz powinniśmy odlecieć z Hawany. Zaraz jakie powinniśmy. Bilet jest w drugą stronę z tego lotniska. Bilet zapłacony, bagaż nadany… No tak on wie, ale to tak dziwnie, żeby lecieć w jedno miejsce, a wracać z innego…bo te ich zdjęcia są po to by mieć kontrolę i że teraz musimy iść do biura jego szefa. No pięknie. Czy oni słyszeli o lotach multicity?
A niech to…idziemy grzecznie za panem, Junior trochę spanikowany, a to nie dobrze bo on rozumie najwięcej z nas. Pan szef z uśmiechem i zapewnieniem, że nic złego się nie dzieje chwyta za telefon i dzwoni do Kanady. Rozmawia po angielsku więc już mi lepiej, gdy słyszę, że tylko potwierdza fakt zakupienia przez nas TAKICH DZIWNYCH biletów. Szef tajniaka podaje dane pocąc się przy naszych nazwiskach i z radością oznajmia, że możemy lecieć. Tłumaczy, że z tego lotniska najczęściej odlatują czartery, a rejsowe przywożą pasażerów i odwożą.
– wie Pani Kanadyjczycy na plaże przylatują i odlatują…

20150215_152938
Dla nas ta wspaniała plaża stanowiła 1/6 część podróży. Chcieliśmy poznać Kubę i poznaliśmy – różne jej oblicza. To miejsce wyjątkowe warte odwiedzenia jeszcze teraz póki rządy sprawują bracia Castro. To kraj w którym jest niby bieda, ale nikt nie głoduje, kraj w którym niby niczego nie ma, a wszyscy są uśmiechnięci. Kuba zachwyci tylko trzeba dać jej szanse – wyjechać poza resort.


PODSUMOWANIE PRAKTYCZNE I POŻEGNANIE HOTELU MELIA

Transport
– Bez obaw można wynająć auto – koszt na 3 dni 160E plus 200$ zwrotnego depozytu. Drogi w różnym stanie lecz jeździliśmy również po zmroku i nie było problemów
– Autostop – warto spróbować – jest bezpiecznie
– Riksze w zależności od trasy
– Coco taxi – warto umówić się przed jazdą na kwotę i nie chcieć by włączali licznik – z licznikiem wychodzi drogo
– Autobusy dla turystów typu – Viazul – sieć dobrze rozwinięta, ceny umiarkowane.
– landryna – można wytargować za 20 CUC/godz
– Autobus turystyczny 5 CUC/os

Ludzie
Gościnni, uprzejmi i uczciwi. Nie należy się obawiać niczego złego z ich strony oczywiście zachowując jak wszędzie dozę rozsądku
Bezpieczeństwo
Czytaliśmy, ze nie powinno się absolutnie chodzić po zmroku. Chodziliśmy nocą. Nie odczułam niczego co trąciłoby odrobina zagrożenia. Pomocni ludzie. Przyjaźnie nastawieni.
Nigdy też nas nie oszukali – dajesz CUC – wydają CUC, dajesz CUP – wydają CUP. Owszem warto znać różnice w monetach i banknotach i uważać. Jak wszędzie.
Ceny
Podobno ta Kuba taka droga. Owszem jeśli kupuje się i jada w miejscach dla turystów, ale co to za przyjemność?
1 CUC – 1$
1 CUP – 16 groszy
Jeśli sok naturalny kosztuje 3 CUC i 3 CUP to wybór jest prosty i Kuba przestaje być droga wręcz staje się tania.
Noclegi w casach od 15 CUC do 30 CUC za pokój. Nie dopłacaliśmy do Juniora. Dzieci mają tam sporo przywilejów
Co warto
– Wyjść poza utarte trasy
– Jadać z miejscowymi
– Płacić w ich walucie
– Wynająć auto
– Mieszkać w casa
– Zatańczyć nie jeden raz
– Nastawić się na to, że nie zawsze będzie tak jak myślisz
– Poddać się paremii – Carpe Diem!

IMG_2536

IMG_2553

P2140087


TRASÓWKA PO KUBIE – SANTA CLARA I REMEDIOS Z TAŃCAMI NA ULICY
Lipiec 12, 2016

Dodaj komentarz